RSS
czwartek, 05 listopada 2009
Ptasiorkowo, ogrodowo
Zawsze mam problem z rozpoczynaniem nowej notki. Wiem, o czym chciałabym napisać, ale z której strony zacząć? Pewnie trzeba od początku. Od końca się nie da? :)

Czas było zająć się ptaszkowym RR. Nie chcę, żeby dziewczyny na mnie czekały. To moja pierwsza taka zabawa i jestem nieco zestresowana. Tym bardziej, że oglądam prace koleżanek i wszystkie są takie ładne... Mojej lepiej nie oglądać z tyłu. Koszmar w kratkę przez te backstiche. Poplątanie z pomieszaniem. Wydaje mi się też, że zrobiłam błąd haftując dwoma nitkami, ale nie będę robiła na nowo. Trudno, tak już zostanie. Przyznam się po cichutku, że część powstała podczas nocnych dyżurów. O trzeciej mam troszkę oddechu. Za to oczy protestują na takie nocne machanie igłą. Czas zmądrzeć, bo za kilka lat to nawet w dzień niczego nie wyhaftuję. Nie mam pomysłu, czym zabezpieczyć boki kanwy, sama nigdy tego nie robię. Moje umiejętności szycia ograniczają się do guzików, więc mowy nie ma, żebym to jakoś obrębiała. Taśmą zakleić? To się przecież za sekundę odklei. Może zostawię jak jest?
A jest tak:





Nie podpisuję się nickiem forumowym, bo po prostu jest za długi, nie ma jak go zmieścić.

Przez ptaszkorobotę Dama prawie stanęła w miejscu. Coś tam przybyło, ale niewiele. Żeby nie było, że nic, to prosze bardzo:



Ogrom pracy przede mną, ale już widzę, że warto.

Oddałam wczoraj dwa obrazki do Pana Ramkowego. W końcu magnolia doczeka się oprawy, i tygrys. Chciałabym już, natychmiast, ale będą do odbioru w przyszłym tygodniu. Na pewno będę się chwaliła :)

Buziaki :)
19:22, porzeczkowa-ja
Link Komentarze (3) »
sobota, 24 października 2009
troszkę większa plama
Moroplama się powiększyła. Powoli to idzie, ale coś tam przybywa. Zakładam, że za jakieś dwa lata skończę.
Mamuśka, nie ma stresu, Ty swoją dawno na ścianie powiesisz, ludzie zapomną, że ktoś coś takiego haftował i wtedy ja wyskoczę z moją rewelacją. Będzie wielkie TADAMM!! :)

W tej chwili wygląda to tak




Haftuje się o niebo szybciej niż konie. Może dlatego, że plamy kolorów są większe i nie trzeba co chwilkę kończyć nitki i zaczynać nowej. To znaczy trzeba, ale nie co dwie krateczki. Na razie entuzjazm mnie nie opuszcza, a jak opuści, to wiecie, co trzeba zrobić. Kopa i do przodu :) Pogoda nie nastraja do wychodzenia z domu, więc są szanse, ze pod koniec tygodnia udziubany obszar powiększy się dwukrotnie. Oby... Mam strasznie dużo dyżurów w tym tygodniu więc może być zupełnie przeciwnie, ale nie tracę ducha walki.

Teraz zmykam. Czeka mnie uroczy spacer z moją suńką, w asyście deszczu kapiącego za kołnierz. Rozkoszne, prawda?

Buziaki :)
21:45, porzeczkowa-ja
Link Komentarze (3) »
środa, 21 października 2009
Moroplamy
A tak sobie wpadłam, żeby nie było, że mnie nie ma, a obiecałam być.
Wieści z krzyżykowego frontu przynoszę, ale bez fotek, bo focić nie bardzo jest co. Damula się robi. Zaczęłam jakoś od d..y strony, bo od dolnego lewego rogu i na razie to tam jest plama w kolorach maskujących. Takie niby moro mi wychodzi. Do piękności to temu daleko. A ten róg dolny to dlatego, że mi żółtą nitkę, co to nią kratkę sobie robiłam, diabeł ogonem przykrył. Nie walnę teraz innego koloru bo się uparłam na żółty i koniec. Skoro pokratkowałam lewą połowę kanwy to i zaczęłam tak haftować. A dół to dlatego, że mi mąż nie chce z powrotem mojego "kombajnu" poskładać. Znaczy, krosna. I nie mogę łapami objąć tego od góry, to zaczęłam tam, gdzie mogę. Jak się mąż zlituje, to sobie wszystko ładnie naciągnę. A jak się nie zlituje, to sobie nie naciągnę i będę to dalej w łapach miętolić, a co!

Wczoraj sobie ot tak zaczęłam ptaszkowe RR. Mam już górę, ale to było najłatwiejsze. Mamuśka przysłała mi pięknie wydrukowany schemacik, więc nie muszę wlepiać oczu w monitor. Dobrze mieć takie koleżanki, oj dobrze. Kanwę kupiła Misiabe, schemacik od Mamuśki, pisaczek od Renatki. Nie wiem jak ja się odwdzięczę. Mam szczęście, że trafiam w życiu na takich ludzi. Dziękuję Wam dziewczyny.

Notka dziś krótka, bo jestem po dwóch nocnych dyżurach i ledwie siedzę. Zmykam, może w końcu się wyśpię. Jutro może uda mi się wyjść z tych moroplamiastych okolic i wstawię fotkę moich postępów z Damą.

Buziaki :)
23:14, porzeczkowa-ja
Link Komentarze (3) »
czwartek, 15 października 2009
Zaczynam!
Chodziłam dziś z kąta w kąt i nie miałam się czym zająć. Rozmyślałam, co by tu zacząć. Wczoraj sobie założyłam, że jednak nic nowego nie zacznę i zabiorę się za konie. Wyciągnęłam je z czeluści szafy. pooglądałam, dorobiłam kawałek kratki i odechciało mi się. Zniechęcona dłubnęłam jeszcze parę zielonych półkrzyżyków, ale w trakcie wiedziałam już, że odłożę wszystko w cholerę. Podobają mi się, marzę, żeby je skończyć, więc dlaczego za diabła nie mogę wykrzesać z siebie ani odrobiny zapału? Może kiedyś znów mnie do nich pociągnie? To jest nauczka na przyszłość. Zaczętą pracę należy kończyć, bo później strasznie trudno do niej wrócić. Przynajmniej w moim przypadku tak to działa.
Konie powędrowały na półkę a ja...
Co tam będę opowiadać, same zobaczcie.



W tym miejscu bardzo Was proszę, ochrzańcie mnie, jeśli zacznę coś nowego (poza RR oczywiście). Bardzo mi zależy, zeby wyhaftować tę damę. Przypominajcie mi o tym jak najczęściej, kiedy już będę jęczała, że mam dość.

Nerulko, mogłabyś mnie wpuścić na swój blog? Poszłam dziś oglądać co u Ciebie nowego, a tu drzwi zamknięte. Pukam więc grzecznie, jeśli możesz, otwórz :)

Buziaki :)
18:12, porzeczkowa-ja
Link Komentarze (7) »
środa, 14 października 2009
szybka notka
Gdyby mi wczoraj ktoś powiedział, że dziś będzie zima na całego, to pewnie bym nie uwierzyła.Niby prognozy pogody na wszystkich stacjach TV zwiastowały jakiś tam śnieg, ale oczywiście stwierdziłam, że przesadzają. Ot, popada takie tam nieprzyjemne coś i na tym koniec. Tymczasem rano przecierałam oczy ze zdziwienia. Śnieg, wiatr, zimno. Jakoś mało październikowo. Żadnych ciepłych ubrań na wierzchu, nie mam butów na psie spacery, czapki w bliżej niezidentyfikowanych miejscach. Ot, zima mnie zaskoczyła, zupełnie jak drogowców. Na domiar złego przez kilka godzin nie było prądu.

Z tego wszystkiego skończyłam dziś Mikołaja na wymianę forumową, ale z oczywistych przyczyn nie mogę się tu pochwalić. Nie wiem jeszcze, do kogo trafi. Na pewno będzie mu tam dobrze i mam nadzieję, że komuś sprawi choć trochę radości.
Zeszłoroczne Mikołajki forumowe były tak przyjemnym doświadczeniem, że nie mogę się doczekać tegorocznych.

Zastanawiam się, co teraz robić. Czy kończyć konie, czy zaczynać Damę, czy może jeszcze coś innego. Odkąd przeprosiłam się z igłą mam chęć cały czas coś haftować. Nie zacznę chyba niczego nowego, bo nigdy nie skończę koni. I tak już za długo czekają. Mam też w perspektywie ptaszkowe RR i nie wiem, czy nie zabrać się teraz za to. Czekam na schemat, z komputera chyba nie dam rady. Oczy mi wysiadają po ośmiu godzinach pracy, dalsze wpatrywanie się w monitor, nawet dla przyjemności, chyba nie wchodzi w grę.

Zastanowię się nad tym jutro a dziś muszę jeszcze zabrać suńkę na spacer. Brrrr, odwlekam to jak mogę, ale chyba dłużej się nie da. Nie ma to jak w domu, otwiera się drzwi i pies jest na spacerze :)

Buziaki


22:04, porzeczkowa-ja
Link Komentarze (1) »
środa, 07 października 2009
Tygrys - koniec! :)
Uprzejmie proszę już mnie nie kopać. Plan wykonany. Tygrys skończony. Korzystając z tego, że wczoraj miałam wolny dzień dobrałam się do niego i nie odpuściłam, dopóki nie skończyłam. Wiekopomna ta chwila nastąpiła przed północą kiedy to dumna i blada zrobiłam ostatni zapomniany krzyżyk nad prawym okiem kociska.
Nie wiem, czy któraś z Was tez tak ma, że po tym ostatnim krzyżyku czuje się jakoś dziwnie. Niby cieszę się, że skończyłam, ale trudno mi się rozstać z haftem. Planuję już w myślach następną robótkę, ale i tak jakoś mi dziwnie żal.

Przedstawiam mości Tygrysa, wprawdzie nie został uprany i pomięty  jest straszliwie, ale jest! W piątek zaniosę do Pana Ramkowego i po odebraniu przedstawię w pełnej krasie.



Zabieram się teraz za świąteczne hafciki. Czas już na to najwyższy. Zbliża się wymiana mikołajkowa na forum więc trzeba zakasać rękawy. Mam już małe conieco które włożę do paczuszki, ale muszę jeszcze coś własnoręcznie wydziubać, a to wymaga więcej czasu.

Buziaki :)
14:29, porzeczkowa-ja
Link Komentarze (3) »
piątek, 02 października 2009
Znów bez tytułu - nie mam pomysłu :)
Jestem kopnięta, zapisałam się na Round Robin na forum. Jakbym nie miała miliona spraw do dokończenia. Cóż z tego, skoro ta zabawa kusi mnie od dawna. Przez letnie miesiące nie miałam czasu nawet myśleć o takich zabawach. Szczerze mówiąc o niczym poza pracą nie byłam w stanie myśleć. Teraz chyba wracam do żywych. Najwyraźniej tak, skoro znów mam na stole kopertki z mulinami, a  haftowanie tygrysa powoli zbliża się do szczęśliwego zakończenia (tydzień jeszcze nie minął, proszę na razie oszczędzić wspomnianą w poprzednim wpisie część ciała). Fotki nie będzie, bo obiecałam pokazać już całość.
O czym to ja? No tak, RR. Będziemy hafcić takie ptaszęta. Dzięki fagusi



Nie wiem jeszcze, jak wykorzystam ten hafcik, ale mam sporo czasu, żeby coś wymyślić. Najważniejsze jest dla mnie to, że będę mogła potrzymać prace moich forumowych koleżanek w rękach, popatrzyć na żywo, podotykać. Dlatego też chcę, żeby każda haftowała po swojemu. Ja ponoć stawiam krzyżyki w odwrotną stronę niż należy :)

Wesolutko mi, bo dziecię moje jedyne zaliczyło dziś kolejną cześć egzaminu, który to odbywa się przed Bierzmowaniem. Nareszcie! To była trzecia próba. Myślałam, że się załamię. No, ale mamy to za sobą. Jeśli do grudnia nie osiwieję, to znaczy, że jestem wyjątkowo odporna.

Przywiozłam sobie w końcu ogóreczki ze wsi. Od dwóch tygodni zapominałam. Teraz sobie siedzę i zajadam kiszone pyszności. Uprzedzając pytania - nie, nie jestem w ciąży. Ale ogórki uwielbiam.
Pokazywałam Wam nasze ogórkowe pole? Chyba nie, więc żeby tu dodać nieco letniego klimatu proszę bardzo. Nasze hektary :)



Żeby nie było, pomidory są teściowej, część ogórasków również.

Naprodukowałyśmy z Mamą tyle przetworów, że można zajadać bez ograniczeń. Ale ja i tak najbardziej lubię te kiszone, robione w baniakach po wodzie. Pyyycha, uwierzcie.

Skoro już doszłam do ogrodniczych tematów, to chyba pozwolę sobie, znów się pochwalić :)

Najpierw dynie ozdobne mojej Mamy, albo tykwy, jak kto woli.



Prawdę mówiąc nie wiem, w jakim celu Mama to sieje, ale skoro lubi? Potem się walają po chałupie, ale co tam. U mnie się walają kasztany, to tam może coś takiego :)

Teraz moje ulubione krzewiszcze, które zimą wprowadza kolor do ogrodu (te jagody nie opadają aż do wiosny)



Zmykam do Tygryska, może uda mi się go troszkę jeszcze podciągnąć. Albo i nie, bo za chwilkę w TV Matrix. Nie wiem, kóry już raz będę oglądała, ale akurat ten film chyba nigdy mi się nie znudzi.

Buziaki :)


21:19, porzeczkowa-ja
Link Komentarze (1) »
niedziela, 27 września 2009
Tygrys i dalie (żeby było kolorowo)
Obiecałam, że będę częściej? Obiecałam!
Wróciłam właśnie z domku, przywiozłam trochę zdjęć kwiatkowych, bo dawno nic tu kolorowego nie było.
Ale to za chwilkę. Najpierw tygrysiątko. Przysięgam, że to ostatnia odsłona, teraz pochwalę się już skończonym. Zaparłam się zadnimi kopytami i prę do przodu. Jeśli nie skończę w tym tygodniu to proszę uprzejmie drogie koleżanki o kopa w tylną część ciała i to takiego, że mi się gwiazdy pokażą.



A teraz obiecane kwiatki. Dalie na pierwszy ogień, bo to moje ulubione.










Po przemyśleniu stwierdzam, ze resztę zostawię na następny wpis, bo co tak będę pisała bez kolorowych wstawek?

Miłej końcówki niedzieli życzę Wam wszystkim. Ja niestety, dziś pracuję od północy. To znaczy niby jutro pracuję? Nie ma lekko....
17:06, porzeczkowa-ja
Link Komentarze (3) »
piątek, 25 września 2009
Słoniowa serweta
Od kilku dni zbieram się, żeby coś napisać. Zdaje się, że w końcu pogodziłam się z igłą. Kończę niespiesznie tygryska, mam nadzieję, że tym razem już nie odłożę.

Jeszcze tylko muszę skończyć obrus, który obiecałam Mamie na imieniny. To już 20 października. Mam troszkę więcej niż pół i zaczynam się denerwować, że nie zdążę. To kolos.



Na fotce nie widać, jaki jest wielki. W tej chwili ma 100x70 cm. I już mam go szczerze dość :)

Dziś tylko tyle, ale w końcu coś napisałam i mam zamiar nie zapominać już o blogu. Jeśli jeszcze ktokolwiek tu zagląda, to niech się boi, będę częściej! :)

Buziaki.


17:04, porzeczkowa-ja
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 27 lipca 2009
Wakacyjno letnia zawstydzona Porzeczkowa
Wiem, że strasznie zaniedbałam i blog i forum. Myślę o Was kochane i wstyd mi bardzo... Życie pędzi do przodu, a ja zamiast opowiadać Wam, co u mnie, milczę. Mam dziś chwilkę więc postanowiłam zajrzeć choć tutaj.
Moja nowa praca okazała się być bardziej męcząca i stresująca niż mi się wydawało. Każdy dzień to walka ze sobą, bo nie jest mi łatwo. Są chwile, w których blisko mi do tego, żeby zrezygnować. Wierzę jednak, że z czasem będzie łatwiej. Potrzebna mi jest praca, potrzebne są pieniądze. Nie mogę dać się pokonać. Powtarzam to sobie przed każdym dyżurem. Na razie jakoś się trzymam, mimo tych chwil zwątpienia.
Największą podporą są współpracownicy. Nie sądziłam, że uchowała się gdzieś jeszcze taka firma, w której wszyscy służą sobie pomocą, są dla siebie życzliwi i nie kopią pod sobą dołków. Mam nadzieję, że moje zdanie się nie zmieni. W ciągu dwóch miesięcy przekonałam się, że mogę w każdej chwili liczyć na ludzi, których przecież dopiero poznałam. Miła odmiana po tym, co przeszłam przez ostatni rok.
Ten zmianowy system pracy tak mnie rozregulował, że często muszę się zastanowić, jaki dziś dzień i czy to może rano, czy wieczór.

W wolnych chwilach jeżdżę do siebie na wieś i odpoczywam. Nie ma to jak kawałek ogrodu, w którym można się przyjemnie zmęczyć a wieczorem posiedzieć na tarasie i patrzyć, jak mgła nad łąką tworzy niesamowity nastrój. Dziś rano ptaki urządziły taki koncert, że obudziłam się przed szóstą. Wcale nie miałam do nich pretensji, nie każdemu dane jest posłuchać takiego śpiewu z samego rana. W takich chwilach zapomina się o wszystkich zmartwieniach, bo to ćwierkanie i gwizdanie ma w sobie tyle radości i zapału, że człowiek się sam do siebie uśmiecha.
Za to wieczorami już nie jest tak do śmiechu, bo komary w tym roku obrodziły nieprzyzwoicie. To tiiiiiiiiiiiiiii nad uchem doprowadza mnie do szału. Mam całe nogi w bąblach. Cholery nie zważają na żadne offy, tudzież inne środki, których to niby powinny się wystrzegać. Bezlitośnie rąbią i tych wysmarowanych i tych co nie wierzą w skuteczność cud-offów. Ci drudzy chociaż pogryzieni, za to w kieszeni mają więcej kasy, bo te wszystkie cuda jakoś okropnie drogie w tym roku.
Zawsze sądziłam, że jak zgaszę światło, to żadne komarzyska nie przylecą i do tej pory tak się działo, a w tym roku im wszystko jedno. Nie da się spać przy otwartym oknie. Przed snem urządzamy regularne polowania na to tałatajstwo, ale i tak gdzieś się toto sprytnie pochowa i wyłazi podstępnie, żeby nas jeść. Wczoraj zakupiliśmy siatki, które w wolnej chwili zamontujemy w oknach, chociaż znając złośliwość tych stworzonek, to one się przecisną i przez tę siatkę, byleby tylko robić to swoje tiiiiiiii, wziiiiiiii, niiiiiiii...
Krzyżyki leżą odłogiem, za to wzięłam się za wielki filetowy obrus. Nie mam zdjęć, a szkoda, bo dumna jestem z siebie niesłychanie. Nadrobię, obiecuję.
Zużyłam już trzy wielkie motki Maxi, a nawet połowy nie mam. Będzie kolos!
Aaaaa zapomniałabym! Kupiłam sobie ROWER! Niebieski. Z przerzutkami (cholera wie po co, bo ja i tak się na tym wcale nie znam). Cudny jest, mówię Wam. Wieczorami siadam na to cudo i pędze przed siebie. Poznaję okolicę. A mnie poznają okoliczne psy. Niektóre to nawet chciałyby zawrzeć ze mną bliższą znajomość. W takich chwilach pędzę jak burza, a za mną pędzi zgraja ujadających wsiowych burków, którym najwyraźniej sprawiają radochę moje migające pięty, za które możnaby złapać. Uhhh normalnie przeżywam chwile grozy :)
Jak widzicie mam lato jak się patrzy. Z komarami, rowerem, mgłą nad łąką i ptasimi trelami o świcie. Żebym ja jeszcze tak się ta pracą nie stresowała to byłabym chyba naprawde szczęśliwym człowiekiem.
Obiecuję, że niebawem wrócę na łono forum, w Wasze przyjazne ramiona. Jak tylko okrzepnę i będę gotowa nie narzekać.
Całuję Was wakacyjnie
Zabiegana Porzeczkowa

18:30, porzeczkowa-ja
Link Komentarze (3) »
Dodatki na bloga
Dodatki na bloga
Dodatki na bloga