RSS
wtorek, 04 maja 2010
Wiosna, ach to Ty!
My już po egzaminach. Poszło chyba nieźle, ale wszystko wyjaśni się w czerwcu. Misiek w miarę zadowolony, zwłaszcza z części humanistycznej. Nie pozostaje mi nic innego jak wierzyć, że stanął na wysokości zadania. Wyglądał strasznie dorośle w tym swoim garniturze. Aż mi się łezka zakręciła jak go takim zobaczyłam bo ja w zasadzie to jeszcze czuję bóle porodowe a on taki dorosły się robi. Krawat tez mi się udało pięknie zawiązać. Dumna mamusia jestem, oj dumna.
Nerulko, dziękuję za życzenia. Na pewno pomogły :)
Renatko, nie dam rady z wymianką, przepraszam. Pierwszy raz się wyłamałam, ale musiałam zdroworozsądkowo podejść do tematu. Chciałam, bardzo... Tylko kto mi pożyczy worek czasu?
Ogólnie ja wszystko ostatnio robię w ślimaczym tempie. Za dużo na raz i jeszcze ciągle pracuję. Z majowego grafiku wynika, że muszę przepracować 12 nocy, kilka popołudni i poranków. Po tych nocach to w zasadzie nie nadaję się do niczego, co tu w ogóle myśleć o przyjemnościach...
No, ale jakies drobne przyjemności miewam. Na przykład ogród. Pisałam ostatnio o suchych clematisach i o tym, jak się budzą do życia. Wygląda to w tej chwili tak:

a za miesiąc pewnie będzie już całkiem zieloniutko i możliwe, że nawet będą już kwiaty.
Rododendrony jeszcze w pąkach, poza jednym, kupionym w tym roku. Pewnie pochodzi z jakiejś ciepłej szkółki.

Ziemia trochę osiadła, trzeba dosypać. No ale jest cudny i wpasował się akurat w wolny zakątek przy tujach.
No i w sadku już pięknie. Kończą kwitnąć śliwy a zaczynają jabłonie. Kwiaty jabłoni mają w sobie jakąś magię, czar, obietnicę. Uwielbiam jak kwitną.

Łąki tez już piękne. Żółciutkie i białe. Jak marzenie. I pomyśleć, że jeszcze miesiąc temu było szaro i ponuro...




No i nie mogę się powstrzymać, żeby tego żółtego nie dodać więcej. Należy mu się, mleczowi jednemu, należy, chociaż taki pospolity. Co z tego, skoro taki słoneczny, majowy, pozytywnie puchaty. I z mrówkami :)

No i zdominowała mój dzisiejszy wpis wiosna. Niech będzie kolorowo, teraz nam właśnie tego potrzeba. Po miesiącach szarości, bieli, zimna i burego nieba niech nam będzie w duszach ciepło, kolorowo, majowo i świergotliwie. Należy nam się, a jak!

Buziaki :)
14:39, porzeczkowa-ja
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 26 kwietnia 2010
no to jestem :)

Moja niechęć do xxx przełożyła się też na brak wpisów. Nie było za bardzo co pokazywać, a że u mnie ciągle to samo, to i pisać nie bardzo było o czym. Teraz chyba powolutku wychodzę z nicmisięniechciejstwa. Dłubię Damę. Pomalutku, bo pomalutku, ale coś tam przybywa. Jutro zrobię fotkę, dziś już nie ma światła.

 

Z wieści domowych uprzejmie donoszę, że Misiek jutro zaczyna egzaminy. Nie wiem, jak on to robi, ale jest w miarę spokojny. Dopiero dziś zaczął się troszkę denerwować. Mówię mu, że będzie dobrze, że sobie poradzi, ale sama jestem kłębkiem nerwów. To pierwszy decydujący egzamin w jego życiu. To już nie takie po podstawówce. Tymi nie przejmowałam się wcale. Teraz jest poważniej… Od ich wyników zależy, do jakiej szkoły się dostanie, a ja jak to matka, chciałabym jak najlepiej. Nie chcę go stresować, kryję te moje nerwy ale w środku wszystko mi chodzi.

No i ten pierwszy dorosły garnitur. Dopiero w takim oficjalnym ubraniu zobaczyłam, że mam już w domu młodego mężczyznę, nie dziecko.  Kiedy to się stało?

No i jeszcze jedno. W związku z tym, że krawat mieć należy, został takowy zakupiony. I zapomniałam, że ktoś go jeszcze musi zawiązać. Mąż w rozjazdach, zostaję ja. Dziś znalazłam w necie stronę, gdzie jest pokazane chyba ze 30 metod. Znalazłam jakiś stary mężowski krawat i z dumą oznajmiam – potrafię zawiązać krawat na 7 różnych sposobów. Jestem wielka :D

 

W ogrodzie też już wszystko się obudziło. Przemarzł mi tylko jeden krzaczek, trzeba będzie wyciąć. Nic to,  akurat tam gdzie rósł planuję założenie oczka wodnego. Chyba jakoś wyczuł i dlatego nie bronił się przed zimą. A ja bym go przecież pieczołowicie przesadziła. Zaraz trzeba było przemarzać? Ehh krzaczku ty jeden niemądry… Co rok zadziwia mnie to, że z wydawałoby się uschniętych patyków clematisów wyrastają zielone listki. Żaden się nie zmarnował, nawet te nowiutkie, zeszłoroczne, już się zazieleniły. I malutka winorośl też jest, nie zmarzła. I wszystkie moje liliowce, i nowe żonkile, i lilie w strasznych ilościach. I peonia krzewiasta w tym roku ma mnóstwo pąków. Wprawdzie ledwie je widać, ale są, będą kwitły. A śliwa dąbrowicka cała w pączkach, i jabłonie, i grusze. Oj gdyby tak nie przemarzły to będziemy zajadać aż nam się będą uszy trzęsły. A tak się bałam, że ta zima narobi nam szkód w ogrodzie. Na szczęście niepotrzebnie. Jestem podekscytowana tym ruchem, ta wiosną. Nareszcie! A żebyście widziały, co wyprawiają ptaki! Kawki się pasą stadami na trawie, sikory znów zrobiły gniazdo w ogrodzeniu, i chyba nie tylko tam, bo tuje jakoś dziwnie ruchliwe J To wszystko sprawia, że jakoś weselej na duszy. I dobrze, dość już smutku.

Takie mam żonkile o!


 

Wszystkich bardzo, bardzo przepraszam za moje milczenie. Zaglądałam na blogi, zachwycałam się, przysięgam. I dziękuję, że mnie tu odwiedzałyście mimo tego, że niczego nowego nie pisałam i nie wstawiałam żadnych nowych zdjęć. Kochane jesteście!


Buziaki :)

 

23:07, porzeczkowa-ja
Link Komentarze (2) »
środa, 17 marca 2010
zniechęcenie
Zauważam u siebie oznaki zmęczenia haftowaniem. Niemrawo dziubię igłą przy Damie, jakoś przestałam mieć zapał. W zeszłym roku mniej więcej o tej porze miałam dokładnie tak samo. Zaczynam zaglądać do gazetek serwetkowych, przeglądam wzory i nici.... Chyba nadchodzi ta chwila, w której trzeba będzie na jakiś czas odłożyć mulinki i igłę i złapać za szydełko. Tylko to moje cholerne poczucie obowiązku... Coś mi szepce w głowie - "ej... jeśli odłożysz teraz to później ciężko ci będzie wrócić". Z drugiej strony haftowanie ma być przyjemnością a ja właśnie zaczynam robić to z obowiązku. Co robić? Odkładać czy przełamać niechęć? 
02:33, porzeczkowa-ja
Link Komentarze (6) »
niedziela, 14 marca 2010
Ptaszki, Dama - na szybko
Nadal boleję nad stratą danych ze starego komputera. Niestety, nie wiem jeszcze, czy cokolwiek da się odzyskać z dysku. Czekam na brata, może on coś poradzi. Zobaczymy... Dobrą stroną tego wszystkiego jest nowy komputer. Nazywam go błyskawicą :) Tamten nosił dumne miano żółwia.

Krzyżykowo teraz. Skończyłam oba ptaszki na wymiankę i poleciały już do koleżanki z forum.





Ptaszki są śmieszne. Haftuje się je z przyjemnością. Bardzo mi się podobają i nie mogę się już doczekać następnych szmatek.
Musiałam odłożyć Damę, ale coś tam przybyło. Jak już będą backstiche na pewno będzie to wyglądało lepiej, ale i tak mi się podoba.



Na dziś tyle. Coś mi się nie układają słowa. Wpis jest chaotyczny a ja tak nie lubię. Więc... kończ waść, wstydu oszczędź!

Buziaki :)

19:45, porzeczkowa-ja
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 08 marca 2010
samokrytyka
Straciłam komputer. W zasadzie cóż tu więcej dodawać. Nie ma zdjęć z kilku lat, nie ma linków do ulubionych stron, nie ma nic... Wziął i padł. Padł i nie dał się reanimować. Mam jeszcze cichą nadzieję, że to jednak nie dysk. Jak mantrę powtarzam - niech to będzie procesor, niech procesor, a niech...
Sama sobie jestem winna, powinnam to wszystko zgrać, zachować, do szuflady wsadzić, ale ja nie, ja beztrosko sobie wszystko na dysku... No to mam teraz - ciężki kawałek bebechów komputera i niech ja teraz sobie te zdjęcia stamtąd wyciągnę, niech pooglądam... Głupia baba i tyle....
00:07, porzeczkowa-ja
Link Komentarze (4) »
czwartek, 04 marca 2010
Storczykoobsesja
Opanowała mnie storczykomania, storczykoobsesja, bzik storczykowy. Wszędzie mi się pchają w oczy, w każdym sklepie je widzę i... kupuję. Udało mi się powiększyć kolekcję o trzy nowe i nie wiem, czy mi to na razie wystarczy. Nie będę mówiła, że to koniec, bo nie ręczę za siebie. Zachwyca mnie mnogość kolorów, odmian, kształtów. Dziwne, że tyle czasu się opierałam. Teraz to sobie odbijam z nawiązką.







No i jak tu się nie zachwycać, kiedy to takie piękne rośliny?

Zaczynam obserwować u siebie wiosenną gorączkę. Byliśmy już w centrum ogrodniczym i oczywiście kupiłam dwie nowe dalie. Jak wiecie, kocham je miłością wielką i niezmienną. Fotek nie zrobiłam, ale pewnie i tak się nimi pochwalę, jeśli nie w stanie bulw to jako kwitnące cudeńka.
W tym roku mamy w planach oczko wodne. Ciekawe, czy uda się doprowadzić nasze zamierzenie do końca.

Robótkowo w zasadzie bez zmian. Dama na razie czeka bo hafcę ptaszki z RR forumowego. Mam nadzieje je skończyć i wysłać w przyszłym tygodniu. Dotarły do mnie dwie szmatki z dalekiej Brazylii i raczej wyślę dalej dopiero wtedy, jak już będę miała oba ptasiorki gotowe.

Buziaki :)
16:43, porzeczkowa-ja
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 15 lutego 2010
dama, storczyk i wciąż zima
Zmęczona ostatnio byłam okrutnie. Dały mi się we znaki nocne dyżury. Dwa czy ostatecznie trzy to jeszcze jestem w stanie wytrzymać, ale pięć po kolei to już zdecydowanie za dużo. Na szczęście w zamian udało mi się wykroić kilka dni wolnych. Pojechałam na moją wieś i większość z tych dni po prostu... przespałam. Sama nie wiedziałam, że ja potrafię tyle spać. Ale tak prawdę mówiąc na wsi nic się nie dzieje. Nudno, biało, śnieg po kolana, nawet spacery są męczące. No, chyba żebym miała rakiety śnieżne. Nawet psy nie mają gdzie biegać bo zapadają się w śniegu po uszy. Dobre chociaż to, że mogłam sobie troszkę pohaftować. Dzięki temu w końcu udało mi się dociągnąć tę lewą stronę Damy. Teraz będzie trochę odmiany, zacznę włosy, twarz... Nareszcie!
Na dzień dzisiejszy prezentuje się tak

i zbliżenie kawałeczka


Musze sobie zrobić kratkę, bo wcześniej tak się spieszyłam z zaczęciem tego haftu, że pokratkowałam sobie tylko połowę. Bez tego ani rusz. Podziwiam dziewczyny, które potrafią bez krateczki. Ja przy tej ilości kolorów i nitek na pewno już milion razy bym się pomyliła i w efekcie rzuciła to wszystko w kąt.

A wczoraj były Walentynki przecież. Nawet mój jedyny osobisty małżonek nie zapomniał i dostałam o to:


Przez długi czas opierałam się modzie na storczyki, ale moja bratowa kupiła mi jeden na imieniny i wsiąkłam. Teraz chciałabym więcej i więcej, ale najpierw muszę się przekonać, czy te, które mam mi nie zdechną. Przeszukałam już wszystkie znane mi fora ogrodnicze w poszukiwaniu wiadomości na temat storczyków i uczę się, głównie podlewania :)

To jeszcze pokażę wam, jak nam się wczoraj wracało do domu. Nie wiadomo, gdzie droga, gdzie pole...


Buziaki :)

13:03, porzeczkowa-ja
Link Komentarze (6) »
niedziela, 07 lutego 2010
wychylamy nos
Czy to przez zimę, czy przez ciągły nawał obowiązków mój czas nabrał dziwnych właściwości. Wydawało mi się, że niedawno popełniłam ostatnią notkę a tu proszę - jestem w błędzie.

Robótkowo cały czas to samo, nie pokaże postępów, bo obiecałam sobie, że zrobię to dopiero, jak skończę lewy bok. Już niedługo, pewnie ze dwa tygodnie :)

Może z tym czasem to dlatego, że zaczęliśmy w końcu wychylać nos z domu?

W zeszłą niedzielę byliśmy w kinie. Nie uwierzycie, ale ja z moim jedynym i ukochanym małżonkiem jeszcze nigdy nie byłam w tym przybytku kultury masowej. Chodziłam sama, ze znajomymi albo z dziecięciem moim, ale z mężem nie. Nawet jak jeszcze mężem nie był. Ki diabeł mówię. Po 17 latach to mi się należy kino z własną drugą połówką, nieważne, czy mi będzie stawał okoniem, czy nie. Podstępnie umówiłam się z moim licznym kuzynostwem, postawiłam chłopa przed faktem dokonanym w chwili, kiedy bilety były już zarezerwowane i wyjścia nie było. Oj jak marudził, jak zrzędził, jak mu było źle bardzo. Nie odpuściłam. Nie chciał po dobroci, to trzeba było na siłę. No i poszliśmy. Na Parnassusa do Złotych Tarasów. Miałam nadzieję na trochę innego rodzaju film, ale widowisko było przednie. Trochę mi je mąciła świadomość, że co jak co, ale mój niedźwiedź kanapowy za takim kinem nie przepada. Zerkałam co chwila kątem oka, żeby zobaczyć, czy śpi już czy nie. Oczekiwałam, że gromy się posypią jak tylko stamtąd wyjdziemy. I co? I podobało się! I nie tylko film, samo wyjście się podobało i kino ogólnie. Wczoraj patrzę, a mąż mój sobie zagląda w repertuar kin. Nie wierzę! Odczarowałam sobie własnego mężczyznę! To teraz trzeba iść na jakąś strzelankę, żeby się nie zniechęcił :) A Parnassusa polecam, choćby dlatego, ze ja sama nie wiem, co na temat tego filmu powiedzieć. "Dziwny" to najlepsze określenie. Kolorowy, bajkowy, momentami nudny trzeba przyznać, ale to nie jest zły film. Zdecydowanie nie.

Wracając do naszego wychylania nosa. Wczoraj byliśmy na kolejnych maluszkowych urodzinach. Zapomniałam już, jakie słodkie są roczne dzieci. Milusie, roześmiane, ciekawe wszystkiego. I pachną tak... no.. wiecie o co mi chodzi.
Kila wpisów wcześniej pytałam o prezent. Udało mi się trafić na miłe Panie w sklepie z zabawkami. Kupiłam coś, co małej przypadło du gustu. To taka kolorowa kostka, która na każdym boku ma inne ciekawostki. Tu się coś kręci, tam otwiera, tam znów przekłada, a gdzie indziej można sobie nacisnąć i cichutko gra. Ciekawe, jak taki maleńki człowieczek potrafi się interesować zastosowaniem każdego kółeczka, każdego przycisku. Fascynujące.
Rozpływam się:)

Obiecałam Mamie malutkiej dziewczynki że wyhaftuję pamiątkę. Szukam ładnego, kolorowego, wyraźnego wzoru. Podpowiecie?

Buziaki :)
07:19, porzeczkowa-ja
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 02 lutego 2010
wyróżnienia!:)
Ależ ja dostałam wyróżnień ohohooo aż się w głowie kręci. I to wszystko od Nerulki kochanej. Tak mi z tym miło, że siadam od razu po nocnym dyżurze, żeby podziękować i uściskać mooocno. Nerulko, sprawiłaś mi niespodziankę jak stąd do Krakowa :)

o proszę:


Wypadałoby się nimi podzielić, co niniejszym czynię.

wyróżniam:
Realę z bloga Po mrucku - za wspaniałe prace, za ciepło, za wielkie serce ( wyróżnienie obejmuje również Alę - córcię Realki, która również ślicznie haftuje)

Oleńkę, z bloga Robótkowa kraina Oli - za kreatywność, wiele nowości i pieczołowitość w tworzeniu bloga

Mamuśkę oczywiście też wyróżniam, chociaż pewnie ma już sto pięćdziesiąt podobnych wyróżnień, ale ja też muszę koniecznie - blog Igłą i pędzelkiem za kreatywność, za zapał w robieniu coraz to nowymi technikami, za to, że u niej nie sposób się nudzić, za język jedyny w swoim rodzaju, za całokształt

Niech nikt kogo tu nie wymieniłam nie czuje się pominięty, kocham Was wszystkie, odwiedzam kiedy mi czas na to pozwala, bez Was już nie umiem... Jesteście wspaniałe...

Buziaki :)
09:14, porzeczkowa-ja
Link Komentarze (3) »
wtorek, 26 stycznia 2010
Niedzielny spacerek
Że zimno, to wszyscy wiemy, nie znam osoby, która by nie narzekała. Nie jestem wyjątkiem ale... w niedzielę, w ten trzaskający mróz wymyśliłam spacer do lasu. Ja wymyśliłam! Nikt mnie nie namawiał o! Faaajnie było, zimno, śnieg skrzypiał głośno pod stopami. Nasza Tina zimująca pod kaloryferem dostała kociego rozumu. Skoki w najgłębszy śnieg, bieganie za własnym ogonem, wygibasy jakieś, i to wszystko na czterech łapach. Dlaczego dziwne, że na czterech? Bo odnoszę wrażenie, że gdyby ten mróz potrwał dłużej, to suka nauczyłaby się fruwać. Kiedy wychodzimy nie wie ile nóg ma podnieść do góry. Jedną czy może trzy na raz? Najlepiej byłoby cztery, ale dziwnie się nie daje :)
Zmarzliśmy, nosy nam poczerwieniały ale lepsze to, niż przesiedzenie całego dnia w domu.

Oto jak można zrobić zdjęcie naszemu psu... no ciężko było, ja jakoś się załapałam, ona niby też ale...



Udało się ją złapać, gdy pilnowała patyka



Buziaki :)
21:17, porzeczkowa-ja
Link Komentarze (3) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11
Dodatki na bloga
Dodatki na bloga
Dodatki na bloga