RSS
sobota, 24 października 2009
troszkę większa plama
Moroplama się powiększyła. Powoli to idzie, ale coś tam przybywa. Zakładam, że za jakieś dwa lata skończę.
Mamuśka, nie ma stresu, Ty swoją dawno na ścianie powiesisz, ludzie zapomną, że ktoś coś takiego haftował i wtedy ja wyskoczę z moją rewelacją. Będzie wielkie TADAMM!! :)

W tej chwili wygląda to tak




Haftuje się o niebo szybciej niż konie. Może dlatego, że plamy kolorów są większe i nie trzeba co chwilkę kończyć nitki i zaczynać nowej. To znaczy trzeba, ale nie co dwie krateczki. Na razie entuzjazm mnie nie opuszcza, a jak opuści, to wiecie, co trzeba zrobić. Kopa i do przodu :) Pogoda nie nastraja do wychodzenia z domu, więc są szanse, ze pod koniec tygodnia udziubany obszar powiększy się dwukrotnie. Oby... Mam strasznie dużo dyżurów w tym tygodniu więc może być zupełnie przeciwnie, ale nie tracę ducha walki.

Teraz zmykam. Czeka mnie uroczy spacer z moją suńką, w asyście deszczu kapiącego za kołnierz. Rozkoszne, prawda?

Buziaki :)
21:45, porzeczkowa-ja
Link Komentarze (3) »
środa, 21 października 2009
Moroplamy
A tak sobie wpadłam, żeby nie było, że mnie nie ma, a obiecałam być.
Wieści z krzyżykowego frontu przynoszę, ale bez fotek, bo focić nie bardzo jest co. Damula się robi. Zaczęłam jakoś od d..y strony, bo od dolnego lewego rogu i na razie to tam jest plama w kolorach maskujących. Takie niby moro mi wychodzi. Do piękności to temu daleko. A ten róg dolny to dlatego, że mi żółtą nitkę, co to nią kratkę sobie robiłam, diabeł ogonem przykrył. Nie walnę teraz innego koloru bo się uparłam na żółty i koniec. Skoro pokratkowałam lewą połowę kanwy to i zaczęłam tak haftować. A dół to dlatego, że mi mąż nie chce z powrotem mojego "kombajnu" poskładać. Znaczy, krosna. I nie mogę łapami objąć tego od góry, to zaczęłam tam, gdzie mogę. Jak się mąż zlituje, to sobie wszystko ładnie naciągnę. A jak się nie zlituje, to sobie nie naciągnę i będę to dalej w łapach miętolić, a co!

Wczoraj sobie ot tak zaczęłam ptaszkowe RR. Mam już górę, ale to było najłatwiejsze. Mamuśka przysłała mi pięknie wydrukowany schemacik, więc nie muszę wlepiać oczu w monitor. Dobrze mieć takie koleżanki, oj dobrze. Kanwę kupiła Misiabe, schemacik od Mamuśki, pisaczek od Renatki. Nie wiem jak ja się odwdzięczę. Mam szczęście, że trafiam w życiu na takich ludzi. Dziękuję Wam dziewczyny.

Notka dziś krótka, bo jestem po dwóch nocnych dyżurach i ledwie siedzę. Zmykam, może w końcu się wyśpię. Jutro może uda mi się wyjść z tych moroplamiastych okolic i wstawię fotkę moich postępów z Damą.

Buziaki :)
23:14, porzeczkowa-ja
Link Komentarze (3) »
czwartek, 15 października 2009
Zaczynam!
Chodziłam dziś z kąta w kąt i nie miałam się czym zająć. Rozmyślałam, co by tu zacząć. Wczoraj sobie założyłam, że jednak nic nowego nie zacznę i zabiorę się za konie. Wyciągnęłam je z czeluści szafy. pooglądałam, dorobiłam kawałek kratki i odechciało mi się. Zniechęcona dłubnęłam jeszcze parę zielonych półkrzyżyków, ale w trakcie wiedziałam już, że odłożę wszystko w cholerę. Podobają mi się, marzę, żeby je skończyć, więc dlaczego za diabła nie mogę wykrzesać z siebie ani odrobiny zapału? Może kiedyś znów mnie do nich pociągnie? To jest nauczka na przyszłość. Zaczętą pracę należy kończyć, bo później strasznie trudno do niej wrócić. Przynajmniej w moim przypadku tak to działa.
Konie powędrowały na półkę a ja...
Co tam będę opowiadać, same zobaczcie.



W tym miejscu bardzo Was proszę, ochrzańcie mnie, jeśli zacznę coś nowego (poza RR oczywiście). Bardzo mi zależy, zeby wyhaftować tę damę. Przypominajcie mi o tym jak najczęściej, kiedy już będę jęczała, że mam dość.

Nerulko, mogłabyś mnie wpuścić na swój blog? Poszłam dziś oglądać co u Ciebie nowego, a tu drzwi zamknięte. Pukam więc grzecznie, jeśli możesz, otwórz :)

Buziaki :)
18:12, porzeczkowa-ja
Link Komentarze (7) »
środa, 14 października 2009
szybka notka
Gdyby mi wczoraj ktoś powiedział, że dziś będzie zima na całego, to pewnie bym nie uwierzyła.Niby prognozy pogody na wszystkich stacjach TV zwiastowały jakiś tam śnieg, ale oczywiście stwierdziłam, że przesadzają. Ot, popada takie tam nieprzyjemne coś i na tym koniec. Tymczasem rano przecierałam oczy ze zdziwienia. Śnieg, wiatr, zimno. Jakoś mało październikowo. Żadnych ciepłych ubrań na wierzchu, nie mam butów na psie spacery, czapki w bliżej niezidentyfikowanych miejscach. Ot, zima mnie zaskoczyła, zupełnie jak drogowców. Na domiar złego przez kilka godzin nie było prądu.

Z tego wszystkiego skończyłam dziś Mikołaja na wymianę forumową, ale z oczywistych przyczyn nie mogę się tu pochwalić. Nie wiem jeszcze, do kogo trafi. Na pewno będzie mu tam dobrze i mam nadzieję, że komuś sprawi choć trochę radości.
Zeszłoroczne Mikołajki forumowe były tak przyjemnym doświadczeniem, że nie mogę się doczekać tegorocznych.

Zastanawiam się, co teraz robić. Czy kończyć konie, czy zaczynać Damę, czy może jeszcze coś innego. Odkąd przeprosiłam się z igłą mam chęć cały czas coś haftować. Nie zacznę chyba niczego nowego, bo nigdy nie skończę koni. I tak już za długo czekają. Mam też w perspektywie ptaszkowe RR i nie wiem, czy nie zabrać się teraz za to. Czekam na schemat, z komputera chyba nie dam rady. Oczy mi wysiadają po ośmiu godzinach pracy, dalsze wpatrywanie się w monitor, nawet dla przyjemności, chyba nie wchodzi w grę.

Zastanowię się nad tym jutro a dziś muszę jeszcze zabrać suńkę na spacer. Brrrr, odwlekam to jak mogę, ale chyba dłużej się nie da. Nie ma to jak w domu, otwiera się drzwi i pies jest na spacerze :)

Buziaki


22:04, porzeczkowa-ja
Link Komentarze (1) »
środa, 07 października 2009
Tygrys - koniec! :)
Uprzejmie proszę już mnie nie kopać. Plan wykonany. Tygrys skończony. Korzystając z tego, że wczoraj miałam wolny dzień dobrałam się do niego i nie odpuściłam, dopóki nie skończyłam. Wiekopomna ta chwila nastąpiła przed północą kiedy to dumna i blada zrobiłam ostatni zapomniany krzyżyk nad prawym okiem kociska.
Nie wiem, czy któraś z Was tez tak ma, że po tym ostatnim krzyżyku czuje się jakoś dziwnie. Niby cieszę się, że skończyłam, ale trudno mi się rozstać z haftem. Planuję już w myślach następną robótkę, ale i tak jakoś mi dziwnie żal.

Przedstawiam mości Tygrysa, wprawdzie nie został uprany i pomięty  jest straszliwie, ale jest! W piątek zaniosę do Pana Ramkowego i po odebraniu przedstawię w pełnej krasie.



Zabieram się teraz za świąteczne hafciki. Czas już na to najwyższy. Zbliża się wymiana mikołajkowa na forum więc trzeba zakasać rękawy. Mam już małe conieco które włożę do paczuszki, ale muszę jeszcze coś własnoręcznie wydziubać, a to wymaga więcej czasu.

Buziaki :)
14:29, porzeczkowa-ja
Link Komentarze (3) »
piątek, 02 października 2009
Znów bez tytułu - nie mam pomysłu :)
Jestem kopnięta, zapisałam się na Round Robin na forum. Jakbym nie miała miliona spraw do dokończenia. Cóż z tego, skoro ta zabawa kusi mnie od dawna. Przez letnie miesiące nie miałam czasu nawet myśleć o takich zabawach. Szczerze mówiąc o niczym poza pracą nie byłam w stanie myśleć. Teraz chyba wracam do żywych. Najwyraźniej tak, skoro znów mam na stole kopertki z mulinami, a  haftowanie tygrysa powoli zbliża się do szczęśliwego zakończenia (tydzień jeszcze nie minął, proszę na razie oszczędzić wspomnianą w poprzednim wpisie część ciała). Fotki nie będzie, bo obiecałam pokazać już całość.
O czym to ja? No tak, RR. Będziemy hafcić takie ptaszęta. Dzięki fagusi



Nie wiem jeszcze, jak wykorzystam ten hafcik, ale mam sporo czasu, żeby coś wymyślić. Najważniejsze jest dla mnie to, że będę mogła potrzymać prace moich forumowych koleżanek w rękach, popatrzyć na żywo, podotykać. Dlatego też chcę, żeby każda haftowała po swojemu. Ja ponoć stawiam krzyżyki w odwrotną stronę niż należy :)

Wesolutko mi, bo dziecię moje jedyne zaliczyło dziś kolejną cześć egzaminu, który to odbywa się przed Bierzmowaniem. Nareszcie! To była trzecia próba. Myślałam, że się załamię. No, ale mamy to za sobą. Jeśli do grudnia nie osiwieję, to znaczy, że jestem wyjątkowo odporna.

Przywiozłam sobie w końcu ogóreczki ze wsi. Od dwóch tygodni zapominałam. Teraz sobie siedzę i zajadam kiszone pyszności. Uprzedzając pytania - nie, nie jestem w ciąży. Ale ogórki uwielbiam.
Pokazywałam Wam nasze ogórkowe pole? Chyba nie, więc żeby tu dodać nieco letniego klimatu proszę bardzo. Nasze hektary :)



Żeby nie było, pomidory są teściowej, część ogórasków również.

Naprodukowałyśmy z Mamą tyle przetworów, że można zajadać bez ograniczeń. Ale ja i tak najbardziej lubię te kiszone, robione w baniakach po wodzie. Pyyycha, uwierzcie.

Skoro już doszłam do ogrodniczych tematów, to chyba pozwolę sobie, znów się pochwalić :)

Najpierw dynie ozdobne mojej Mamy, albo tykwy, jak kto woli.



Prawdę mówiąc nie wiem, w jakim celu Mama to sieje, ale skoro lubi? Potem się walają po chałupie, ale co tam. U mnie się walają kasztany, to tam może coś takiego :)

Teraz moje ulubione krzewiszcze, które zimą wprowadza kolor do ogrodu (te jagody nie opadają aż do wiosny)



Zmykam do Tygryska, może uda mi się go troszkę jeszcze podciągnąć. Albo i nie, bo za chwilkę w TV Matrix. Nie wiem, kóry już raz będę oglądała, ale akurat ten film chyba nigdy mi się nie znudzi.

Buziaki :)


21:19, porzeczkowa-ja
Link Komentarze (1) »
Dodatki na bloga
Dodatki na bloga
Dodatki na bloga