RSS
poniedziałek, 27 lipca 2009
Wakacyjno letnia zawstydzona Porzeczkowa
Wiem, że strasznie zaniedbałam i blog i forum. Myślę o Was kochane i wstyd mi bardzo... Życie pędzi do przodu, a ja zamiast opowiadać Wam, co u mnie, milczę. Mam dziś chwilkę więc postanowiłam zajrzeć choć tutaj.
Moja nowa praca okazała się być bardziej męcząca i stresująca niż mi się wydawało. Każdy dzień to walka ze sobą, bo nie jest mi łatwo. Są chwile, w których blisko mi do tego, żeby zrezygnować. Wierzę jednak, że z czasem będzie łatwiej. Potrzebna mi jest praca, potrzebne są pieniądze. Nie mogę dać się pokonać. Powtarzam to sobie przed każdym dyżurem. Na razie jakoś się trzymam, mimo tych chwil zwątpienia.
Największą podporą są współpracownicy. Nie sądziłam, że uchowała się gdzieś jeszcze taka firma, w której wszyscy służą sobie pomocą, są dla siebie życzliwi i nie kopią pod sobą dołków. Mam nadzieję, że moje zdanie się nie zmieni. W ciągu dwóch miesięcy przekonałam się, że mogę w każdej chwili liczyć na ludzi, których przecież dopiero poznałam. Miła odmiana po tym, co przeszłam przez ostatni rok.
Ten zmianowy system pracy tak mnie rozregulował, że często muszę się zastanowić, jaki dziś dzień i czy to może rano, czy wieczór.

W wolnych chwilach jeżdżę do siebie na wieś i odpoczywam. Nie ma to jak kawałek ogrodu, w którym można się przyjemnie zmęczyć a wieczorem posiedzieć na tarasie i patrzyć, jak mgła nad łąką tworzy niesamowity nastrój. Dziś rano ptaki urządziły taki koncert, że obudziłam się przed szóstą. Wcale nie miałam do nich pretensji, nie każdemu dane jest posłuchać takiego śpiewu z samego rana. W takich chwilach zapomina się o wszystkich zmartwieniach, bo to ćwierkanie i gwizdanie ma w sobie tyle radości i zapału, że człowiek się sam do siebie uśmiecha.
Za to wieczorami już nie jest tak do śmiechu, bo komary w tym roku obrodziły nieprzyzwoicie. To tiiiiiiiiiiiiiii nad uchem doprowadza mnie do szału. Mam całe nogi w bąblach. Cholery nie zważają na żadne offy, tudzież inne środki, których to niby powinny się wystrzegać. Bezlitośnie rąbią i tych wysmarowanych i tych co nie wierzą w skuteczność cud-offów. Ci drudzy chociaż pogryzieni, za to w kieszeni mają więcej kasy, bo te wszystkie cuda jakoś okropnie drogie w tym roku.
Zawsze sądziłam, że jak zgaszę światło, to żadne komarzyska nie przylecą i do tej pory tak się działo, a w tym roku im wszystko jedno. Nie da się spać przy otwartym oknie. Przed snem urządzamy regularne polowania na to tałatajstwo, ale i tak gdzieś się toto sprytnie pochowa i wyłazi podstępnie, żeby nas jeść. Wczoraj zakupiliśmy siatki, które w wolnej chwili zamontujemy w oknach, chociaż znając złośliwość tych stworzonek, to one się przecisną i przez tę siatkę, byleby tylko robić to swoje tiiiiiiii, wziiiiiiii, niiiiiiii...
Krzyżyki leżą odłogiem, za to wzięłam się za wielki filetowy obrus. Nie mam zdjęć, a szkoda, bo dumna jestem z siebie niesłychanie. Nadrobię, obiecuję.
Zużyłam już trzy wielkie motki Maxi, a nawet połowy nie mam. Będzie kolos!
Aaaaa zapomniałabym! Kupiłam sobie ROWER! Niebieski. Z przerzutkami (cholera wie po co, bo ja i tak się na tym wcale nie znam). Cudny jest, mówię Wam. Wieczorami siadam na to cudo i pędze przed siebie. Poznaję okolicę. A mnie poznają okoliczne psy. Niektóre to nawet chciałyby zawrzeć ze mną bliższą znajomość. W takich chwilach pędzę jak burza, a za mną pędzi zgraja ujadających wsiowych burków, którym najwyraźniej sprawiają radochę moje migające pięty, za które możnaby złapać. Uhhh normalnie przeżywam chwile grozy :)
Jak widzicie mam lato jak się patrzy. Z komarami, rowerem, mgłą nad łąką i ptasimi trelami o świcie. Żebym ja jeszcze tak się ta pracą nie stresowała to byłabym chyba naprawde szczęśliwym człowiekiem.
Obiecuję, że niebawem wrócę na łono forum, w Wasze przyjazne ramiona. Jak tylko okrzepnę i będę gotowa nie narzekać.
Całuję Was wakacyjnie
Zabiegana Porzeczkowa

18:30, porzeczkowa-ja
Link Komentarze (3) »
Dodatki na bloga
Dodatki na bloga
Dodatki na bloga