RSS
poniedziałek, 15 czerwca 2009
dzieje się, oj dzieje!
Wiele się u mnie dzieje, dlatego nie bardzo mam czas na blogowanie. W związku z nową pracą mam teraz bardzo intensywne szkolenia, które wysysają ze mnie energię. Nie to, żeby było nudno, ale po prostu jest tego strasznie dużo, strasznie szybko i ledwie łapię oddech. To ten miły stan zmęczenia jaki następuje po wytężonej pracy, która sprawia przyjemność. Nie sądziłam, że kiedykolwiek to powiem, ale tak - robię nareszcie to, co lubię.

Miałam troszkę oddechu w czasie weekendu i zabrałam się za tygryska, który w tej chwili wygląda tak:



Kupiłam też dwie gazetki z wzorami obrusów i serwetek i tak mnie wzięło, że zrobiłam to:



Oczywiście zabrakło mi kordonka! Widziałam w mojej pasmanterii mnóstwo motków i głupio wierzyłam, że jak się skończy, to po prostu pójdę i dokupię. Jak zwykle - nie ma ani jednego! No i co ja z tym teraz zrobię? Moja urocza Pani Pasmanteriowa powiedziała, że może za dwa tygodnie będzie, ale po moich doświadczeniach z drutami i Luną, wolę na to nie liczyć. Wróciłam do domu i mnie oświeciło, że mogłam chociaż zapisać nazwę tych nici, bo oczywiście swoją banderolę dawno wyrzuciłam. Poszukałabym w necie, może jakimś cudem gdzieś bym dostała a tak to nie wiem, czego szukać. Jejku, ależ ze mnie gapa niesamowita!

Nie zapomniałam o kwiatach dla zapracowanej Renatki i dla wszystkich, którzy je lubią :)

Najpierw clematis. Ten na pergoli przy furtce. W tym roku wystartował pierwszy :) Reszta odmian dopiero w pąkach.





I jeden z moich irysów. Nawiasem mówiąc w tym roku dostałam kręćka na ich punkcie. Będę szukać nowych odmian z wywieszonym jęzorem :)



Nie wiem jak się ten cudak nazywa, ale jest cudny. Jeśli ktoś zna nazwę to bardzo proszę mi napisać, niechże i ja ją znam...



Liliowce też zaczynają swoje popisy :)



i na koniec łubin


Teraz zmykam, ale mam nadzieję, że już niedugo będę pojawiała się częściej.
Buziaki
zabiegana Porzeczkowa
21:02, porzeczkowa-ja
Link Komentarze (7) »
czwartek, 11 czerwca 2009
Przerwa :)
Wpadam na chwilkę, żeby się usprawiedliwić z nieobecności. Mój żywot Kury Domowej niespodziewanie bardzo szybko dobiegł końca. Nie zdążyłam porządnie się nim nacieszyć.
Może mnie nie być kilka dni, ale na pewno wrócę :)
20:28, porzeczkowa-ja
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 02 czerwca 2009
Żywot Kury Domowej
To już drugi dzień pędzę "żywot Kury Domowej". Weekend się nie liczył, bo odpoczywałam.

Wczoraj dopadłam do pokładów kurzu, zalegających grubą warstwą w miejscach z braku czasu odwiedzanych jedynie przy świątecznych porządkach. Odsunęłam nawet święty mężowski telewizor.
Znalazłam przepiękną pajęczynę (może to Heniutek za mną przylazł?). Niestety, w domu nie mam takiej tolerancji dla pająków jak w pracy. Wymiotłam i wyniosłam nadprogramowego domownika na balkon. Niech sobie mieszka gdzie indziej. U nas i tak jest sporawe zagęszczenie ludzi i zwierząt.

Zrobiłam czystkę w koszu na pranie. Już dawno nie było tam tak pusto. Jutro pewnie będę miała przez to sterty ciuchów do prasowania. Proszek do prania mi się skończył i tym samym przerwał moje szaleństwo. Jakbym uprała jeszcze cokolwiek, to musiałabym to porozwieszać po całym mieszkaniu, bo w łazience nie ma już ani odrobiny miejsca. Nie grzeją więc nie schnie.

Dziś zmusiłam męża do odsuwania mebli. On jest w ciężkim szoku. Żona szaleje ze ścierą i żąda wykonywania zupełnie niepotrzebnych w jego przekonaniu, rzeczy. A gdzie telewizorek, gdzie leniwe gotowanie w czasie wybranym przez siebie, gdzie zmywanie? Został odsunięty od kuchni i zdaje się, że ciężko to przeżywa. Co chwila mi tam włazi i usiłuje się czepiać. Nie słucham, amok trwa.

A właśnie! Kuchnia! Gotuję dziś rosół. Gar cały sobie wolniutko pyrkocze, a ja się zastanawiam, co mam zrobić z tej kury co to się tam gotuje. Ma ktoś może jakiś pomysł? Pierogi? Paszteciki? Krokiety? A może coś innego? Szczerze mówiąc, to ja raczej nie przepadam za takim wygotowanym kurzym mięskiem a szkoda wyrzucić. Suka ma alergię na kurczaka więc nawet jej nie zaproponuję, bo skończyłoby się to bieganiem na dwór co pół godziny. Nie odważę się, bo trzy, cztery razy to ja mogę zejść i wejść na to moje piąte piętro, ale nie kilkanaście przecież!

Co jakiś czas siadam sobie z robótką w ręku i strasznie mnie dziwi, że mogę to robić w ciągu dnia. Zgłupiałam z tego wszystkiego i robię na raz sweterek i tygryska.

Tak szczerze mówiąc, to ja chyba jeszcze nie dowierzam, że jutro, i pojutrze, i popojutrze nie muszę nigdzie iść. Chcę zrobić wszystko naraz. Jak mi minie to oszołomienie, to na pewno wpuszczę męża do kuchni i pozwolę sobie na nicnierobienie.

Taki żywot Kury Domowej jest całkiem niezły. Obowiązków nie brakuje, ale na razie to one mi się wydają szalenie atrakcyjne.

Znam siebie. Euforia szybko mi minie i zacznę tęsknić do pracy. Pewnie już za tydzień będę miała dość. Wtedy pomyślę o tym, co zostawiłam za sobą i na pewno poczuję się lepiej.

Teraz zmykam do biblioteki. Muszę w końcu nadrobić zaległości bo czuję niedosyt czytania. Kończę właśnie "Nazywam się Czerwień" Orhana Pamuka. Opowiem o wrażeniach, kiedy już dotrę do końca.
12:58, porzeczkowa-ja
Link Komentarze (4) »
Dodatki na bloga
Dodatki na bloga
Dodatki na bloga