RSS
poniedziałek, 26 kwietnia 2010
no to jestem :)

Moja niechęć do xxx przełożyła się też na brak wpisów. Nie było za bardzo co pokazywać, a że u mnie ciągle to samo, to i pisać nie bardzo było o czym. Teraz chyba powolutku wychodzę z nicmisięniechciejstwa. Dłubię Damę. Pomalutku, bo pomalutku, ale coś tam przybywa. Jutro zrobię fotkę, dziś już nie ma światła.

 

Z wieści domowych uprzejmie donoszę, że Misiek jutro zaczyna egzaminy. Nie wiem, jak on to robi, ale jest w miarę spokojny. Dopiero dziś zaczął się troszkę denerwować. Mówię mu, że będzie dobrze, że sobie poradzi, ale sama jestem kłębkiem nerwów. To pierwszy decydujący egzamin w jego życiu. To już nie takie po podstawówce. Tymi nie przejmowałam się wcale. Teraz jest poważniej… Od ich wyników zależy, do jakiej szkoły się dostanie, a ja jak to matka, chciałabym jak najlepiej. Nie chcę go stresować, kryję te moje nerwy ale w środku wszystko mi chodzi.

No i ten pierwszy dorosły garnitur. Dopiero w takim oficjalnym ubraniu zobaczyłam, że mam już w domu młodego mężczyznę, nie dziecko.  Kiedy to się stało?

No i jeszcze jedno. W związku z tym, że krawat mieć należy, został takowy zakupiony. I zapomniałam, że ktoś go jeszcze musi zawiązać. Mąż w rozjazdach, zostaję ja. Dziś znalazłam w necie stronę, gdzie jest pokazane chyba ze 30 metod. Znalazłam jakiś stary mężowski krawat i z dumą oznajmiam – potrafię zawiązać krawat na 7 różnych sposobów. Jestem wielka :D

 

W ogrodzie też już wszystko się obudziło. Przemarzł mi tylko jeden krzaczek, trzeba będzie wyciąć. Nic to,  akurat tam gdzie rósł planuję założenie oczka wodnego. Chyba jakoś wyczuł i dlatego nie bronił się przed zimą. A ja bym go przecież pieczołowicie przesadziła. Zaraz trzeba było przemarzać? Ehh krzaczku ty jeden niemądry… Co rok zadziwia mnie to, że z wydawałoby się uschniętych patyków clematisów wyrastają zielone listki. Żaden się nie zmarnował, nawet te nowiutkie, zeszłoroczne, już się zazieleniły. I malutka winorośl też jest, nie zmarzła. I wszystkie moje liliowce, i nowe żonkile, i lilie w strasznych ilościach. I peonia krzewiasta w tym roku ma mnóstwo pąków. Wprawdzie ledwie je widać, ale są, będą kwitły. A śliwa dąbrowicka cała w pączkach, i jabłonie, i grusze. Oj gdyby tak nie przemarzły to będziemy zajadać aż nam się będą uszy trzęsły. A tak się bałam, że ta zima narobi nam szkód w ogrodzie. Na szczęście niepotrzebnie. Jestem podekscytowana tym ruchem, ta wiosną. Nareszcie! A żebyście widziały, co wyprawiają ptaki! Kawki się pasą stadami na trawie, sikory znów zrobiły gniazdo w ogrodzeniu, i chyba nie tylko tam, bo tuje jakoś dziwnie ruchliwe J To wszystko sprawia, że jakoś weselej na duszy. I dobrze, dość już smutku.

Takie mam żonkile o!


 

Wszystkich bardzo, bardzo przepraszam za moje milczenie. Zaglądałam na blogi, zachwycałam się, przysięgam. I dziękuję, że mnie tu odwiedzałyście mimo tego, że niczego nowego nie pisałam i nie wstawiałam żadnych nowych zdjęć. Kochane jesteście!


Buziaki :)

 

23:07, porzeczkowa-ja
Link Komentarze (2) »
Dodatki na bloga
Dodatki na bloga
Dodatki na bloga