RSS
wtorek, 28 kwietnia 2009
Cztery różności z życia Porzeczkowej
Mamuśka zaprosiła mnie do spowiedzi. Skoro zostałam wywołana to wypadałoby coś napisać.
Właśnie odkryłam, że Reala też chce poczytać, co Porzeczkowa ma do powiedzenia :))
To zaczynam....

4 miejsca w których mieszkałam
W zasadzie całe moje życie spędziłam w Warszawie, zmieniłam tylko kilka razy adres. Zawsze jednak było to Śródmieście. To polecę ulicami. Najpierw Żurawia, potem Nowy Świat i na końcu Andersa. Tam właśnie zakiełkował nam pomysł, że w zasadzie to już nie chcemy mieszkać w mieście. Wyprowadziliśmy się zatem na mazowiecką wieś. Tam okazało się, że pogodzenie dojazdów do pracy w Warszawie i solidnej edukacji naszej latorośli z błogim życiem na wsi zrobiło się dość problematyczne. Trzeba było podjąć następną życiową decyzję. Mieszkam teraz w miasteczku w okolicach stolicy a w piątki wynosimy się do naszej oazy spokoju. Tam docelowo jest nasze miejsce na ziemi. Czeka na nas...

4 miejsca do których lubię wracać
Moja wieś oczywiście! Jest jeszcze dom mojej ciotki w maleńkiej wiosce na Warmii, to tam spędzałam najwspanialsze sierpnie w życiu. I jeszcze taki park na tyłach Szkoły Muzycznej (tej co to jest na tyłach Nowego Światu) zaglądam tam jeśli tylko jestem w okolicy. No i wiadomo, własne mieszkanie, mój dom. Zawsze wracam tu z radością, bo tu jest moje życie, moja rodzina i mój własny kawałek podłogi.

4 ulubione potrawy
Najbardziej to ja lubię zupy! Pomidorową, rosół, fasolówkę i jarzynową. Gołąbki mojej mamy (bez ryżu). Wątróbkę - ale tylko zrobioną przeze mnie albo mamę, inni nie potrafią zrobić takiej jak lubię. O i przypomniało mi się, że bardzo lubię młodą kapustkę. Taką z koperkiem i odrobiną koncentratu pomidorowego, do tego młode ziemniaczki... (daj spokój Mamuśką, zrobiłam się głodna!)

4 potrawy których nie znoszę
W zasadzie jestem wszystkożerna. Są jednak niechlubne wyjątki.
Nie cierpię barszczu z dudkami. Nie wiem, czy ktoś wie, co to jest. Dudki to pokrojone płucka błeeee To najobrzydliwsza potrawa jaką znam, do zjedzenia tego czegoś nikt mnie nie zmusi. O ironio! Przy pierwszej wizycie u Rodziców mojego męża, który wtedy jeszcze mężem nie był, zostałam poczęstowana właśnie takim barszczykiem. Jakie ja cierpiałam katusze! Nie zjadłam i na szczęście nikt mnie za to nie potępił. (albo tak mi sie tylko wydaje)
Nie jadam też żadnych owoców morza. Po prostu mi się to nie podoba na talerzu i nie mogę się zmusić, żeby chociaż spróbować. To chyba odpada w kategoriach "nie lubię" bo ja tego po prostu do buzi nie wezmę. Za Chiny Ludowe!
Właśnie przypomniało mi się jeszcze jedno superpyszne jedzonko, którego nie jem. Tatar! Proszę mnie tym nie częstować :)
Nie mam pomysłu na czwartą potrawę, pewnie taka jest, tylko ja w tej chwili nic obrzydliwszego od powyższych nie mogę sobie przypomnieć.

4 pasje, hobby
Będą konkrety.Haft krzyżykowy, i druty, i szydełko, i ogród, i psy moje ukochane, i książki, bez których żyć nie potrafię.

4 miejsca, które zwiedziłabym gdybym miała taką możliwość
Najbardziej chciałabym zobaczyć Nową Zelandię. To moje jedyne zagraniczne marzenie. W nosie mam Tunezje, Egipty i Chorwacje. Skoro nie stać mnie na Zelandię to siedzę w Polsce.
Z takich mocno nierealnych marzeń to... chciałabym zajrzeć do Księgogrodu, zobaczyć te wszystkie księgarnie, antykwariaty, zajrzeć do katakumb i poznać Straszliwe Buchlingi. Chętnie zobaczyłabym też pustynną Diunę. No i moje największe nierealne marzenie -  zobaczyć Ankh-Morpork! Nawet kosztem utraty części komórek węchowych (są takie?) Poznać Śmierć (proszę się nie martwić, nie o własny stan spoczynku mi tu chodzi),Vimesa, Anguę, Marchewę i nianię Ogg koniecznie (gdyby przypadkiem właśnie wpadła do miasta). Zaśpiewać Piosenkę o Jeżu...

4 seriale/programy, które lubię
Trudno mi się zdecydować bo ja jestem uzależniona od widzimisię małżonka.On niepodzielnie rządzi pilotem w naszym domu. Oboje lubimy CSI wszystko jedno z jakiego miasta te kryminalne zagadki są, oglądamy Miami Ink (jak się kiedyś odważę, to sobie pierdyknę tatuaż - boję się igieł więc musiałabym się bardzo mocno odważyć) Szymka Majewskiego też lubię i Wojewódzkiego Kubę. No i  w niedzielę obowiązkowo Boso przez świat Cejrowskiego. Swoją drogą - kocham Pana Panie Wojtku za tę serię i za "Rio Anaconda" i "Gringo wśród dzikich plemion"

4 miejsca pracy
- w szkole średniej przez miesiąc wakacji pracowałam w barze mlecznym
- przez kilkanaście lat pracowałam w banku
- potem była polska firma IT
- teraz param się finansami ale wcale tego nie lubię

4 rzeczy, które chciałabym zrobić, przeżyć
Chciałabym umieć prowadzić ciężarówki, co mi tam autko rodzinne, ja chcę takim kolosem, chociaż raz w życiu...
Marzę, żeby się nauczyć robić na drutach takie cudeńka,  jakie widzę na niektórych blogach. Mam obsesję na tym punkcie ostatnio
Chciałabym choć raz zobaczyć, jak wygląda koliber w naturze, i jak to jest w tej dżungli też bym chętnie sprawdziła.

4 marzenia z dzieciństwa:
chciałam mieć konia - nie mam, ale wszystko jeszcze przede mną
chciałam mieszkać na wsi - to już spełnione, choć tylko częściowo
chciałam mieć starszego brata - bez szans byłam, od początku (jestem jedynaczką)
chciałam mieć balkon - mam! :)

4 ulubione filmy:
Skarb
Nie lubię poniedziałków
Kogel mogel
Kingsajz
ma być cztery? Trudno, ale ja bym tak mogła jeszcze długo :)

4 ulubionych muzycznych wykonawców/zespoły

ooo tu pojadę po całości bo i takie moje gusta muzyczne
Absolutny numer jeden - Metallica (za "Master of Puppets", "Seek and Destroy", "One", "Orion", za całokształt  i za najpiękniejszy okres mojego życia)
Stare Dobre Małżeństwo - za teksty, za muzykę, za oczarowanie i marzenia
Jacek Kaczmarski - za "Obławę" i za otwarcie mi oczu
Depeche Mode - za pierwszą miłość

4 rzeczy, które robię po wejściu na internet
- sprawdzam pocztę
- wchodzę na moje forum robótkowe (z którego w zasadzie nie wychodzę przez dzień cały)
- od niedawna zaglądam na znajome blogi, piszę komentarze, zachwycam się pracami Waszych rączek
- gram sobie w pokera na przykład, albo w scrabble, albo w bubble (zależy na co mam ochotę)

4 osoby, które typuję do dalszej zabawy
Malina, Fagusia, i... jestem tu strasznie nowa więc nie mam pojęcia, kto jeszcze nie brał udziału w zabawie. Niech się przyłączy każdy, kto ma na to ochotę :)
23:36, porzeczkowa-ja
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 27 kwietnia 2009
Sweterkowa opowieść - część I
Chciałabym podziękować jeszcze Malinie z bloga Hand Made By Malina
za kolejne wyróżnienie. Jesteś kochana Malinko :)

Skończyłam serwetkę, na szczęście kordonka nie zabrakło. Nawet trochę zostało. Zdjęcie zrobię dopiero jak już wykrochmalę i naciągnę moje "dzieło".

Teraz zmagam się z drutami. Sweterek nazywał się Tomato a ja go przechrzciłam na "Tomato Jonki", bo bez Jonki na pewno nie dałabym rady zrozumieć jak go zrobić. Chciałabym Wam pokazać, jakie cuda wychodzą spod jej rączek (na blogu same wspaniałości do oglądania) ale nie wiem, czy mogę.
Dostałam pozwolenie - tu można obejrzeć jonkowe śliczności
Dostałam wyraźne instrukcje, jak mam się zabrać do dziergania i jak to ja, niby wszystko robiłam tak, jak napisano, ale umknął mi jeden ważny szczegół. Miałam sobie podzielić oczka w taki sposób, żeby na każdym drucie zaczynać od prawych oczek. I co zrobiłam? Oczywiście połowę na odwrót. Wyszedł mi ściągacz koszmarnie porozciągny w miejscu przechodzenia na następny drut. Jeszcze nie złożyłam broni. Przeciez to debiut, a debiut doskonały to przecież nie w moim wykonaniu...
Zaczęłam następny etap, w którym to miałam sobie zaznaczyć markerami poszczególne części robótki. W roli markerów wystąpiły spinacze biurowe. I akurat tak mi wypadło, że jeden spinacz wisiał sobie na końcu druta, a ja radośnie machając łapkami brnęłam do przodu. Zatrzymała mnie dopiero myśl, że gdzieś tu już dawno powinnam trafić na cholerny marker. Oczywiście w ferworze walki nie pomyślałam, że on sobie spadnie bo przecież innego wyjścia nie ma. Strasznie mnie to zdenerwowało i nie mogąc się doliczyć, gdzie to ja miałam w tym momencie być, sprułam wszystko do cna. Razem z porozciąganym golfem.
Nie zraziłam się i to mnie napawa wielkim samozadowoleniem! Zrobiłam ściągacz, kończę właśnie ten drugi etap i drżę, co też za instrukcje będą dalej. Pewnie chwilkę poczekam bo niestety, robótka wymaga drutów na żyłce. Wprawdzie posiadam takowe, ale żyłke mają za długą. Pani w pasmanterii obiecała mi na środę sprowadzić takie, jakich potrzebuję. Tutaj wielki ukłon w jej stronę.
A tak w tej chwili wygląda moja robótka



Wiem, że za wiele to jeszcze tego nie ma, ale pochwalić się mogę, niech mam radochę.

Jakby ktoś widział czarnego, niedużego pająka wyglądającego tak, jakby się zgubił, to prosze mu przekazać, żeby wrócił. Biuro bez Heniutka to smutne miejsce.
22:45, porzeczkowa-ja
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 20 kwietnia 2009
Znów te moje sroki z ogonami

Najpierw chciałam podziękować Agnieszce z bloga "Igłą i pędzelkiem":  za wyróżnienie. To bardzo miła niespodzianka, dziękuję Ci Aga

 

Powinnam chyba teraz wyróżnić następne osoby, ale chyba już wszyscy dostali takie niespodzianki.  Niech więc wszyscy moi blogowi przyjaciele czują się obdarowani. Każdej z Was należy się takie serducho, to jasne jak słońce.

Właśnie przed chwilą odkryłam kolejną niespodziankę. Otóż dostałam jeszcze jedno wyróżnienie - od Reali z bloga "Po mrucku"

Dziękuję Renatko, to bardzo, bardzo miłe :)

Chyba nadszedł czas, żeby w końcu pokazać, z czym się zmagam. W żadnym wypadku nie mogę napisać, że wszystko idzie mi jak z płatka, bo wcale tak nie jest. Porzuciłam moje krzyżyki i walczę z drutami i szydełkiem.

Mam zamiar popełnić sweterek przy wydatniej pomocy jednej z cudownych blogowiczek. Jonka, jeszcze raz dziękuję :) Na razie jeszcze nic konkretnego nie napiszę, bo wszystko jest w motkach niebieskiej Loreny, którą już się wcześniej chwaliłam. Zakupiłam dziś potrzebne skarpetkowe druty i od jutra zabieram się za robótkę. 

W międzyczasie (ile ja mam właściwie tych międzyczasów?) prawie skończyłam serwetkę.

Zostało jeszcze pół okrążenia, ale boję się, że nie wystarczy mi nici. Okropnie niciożerne te pikotkosłupki.

I ostatnie z moich szaleństw - szal sobie chciałam zrobić na szydełku, taki dziurawy, na lato. Wychodzi to tak

Dziubdziam go z fioletowej Peonii i sama jestem ciekawa, czy uda mi się dociągnąć do zamierzonej długości. Nie mam pomysłu na brzeg, ale na razie się tym nie martwię. I tak wiem, że kiedy zabiorę się za sweterek to szal pójdzie w odstawkę :)

I jeszcze mam coś specjalnie dla Reali, tylko tyle udało mi się przywieźć z ogródka. W trosce o Twoją alergię - proszę, kwiaty dla Ciebie Renatko

Żonkile na dalszym planie rosną w cieniu i dopiero zaczynają się wykluwać z pąków. Na słonku wszystko się szybciej rozwija...

21:18, porzeczkowa-ja
Link Komentarze (9) »
piątek, 17 kwietnia 2009
Wiosenne piękności I

Jejku jejku, przecież miałam się pochwalić kwiatkami. Się chwalę niniejszym i uciekam na słuszny odpoczynek.

Najpierw magnolia co to nieśmiało wygląda z puchatej łupinki

Pewnie jutro zobaczę ją wystrojona w dumnie rozwinięte płatki. Będzie się puszyła z zadowoleniem, wiedząc, jaka jest piękna. Na razie nieśmiało zerka na żonkile, które wystartowały wcześniej i teraz chichoczą, bo one już, i właśnie że pierwsze i o proszę, jakie jesteśmy 

Nie wiedzą, że nie są same. Skromniutki hiacynt, co to mieszka pod tują, też już nie mógł wytrzymać i proszę, co pokazuje. Niby takie to małe, takie cichutkie, ale jak toto się puszy i do słońca wyciąga. Że niby taki wróbelek? Na mnie to panie Hiacynt nie działa, wszyscy widzą, że z pana gil, z zadęciem na pawia prawie!

W niedzielę wrócę z porcją nowych zdjęć na których reszta wiosennej gawiedzi będzie pokazywać na co ją stać. Ale te pierwsze kolorki zawsze cieszą najbardziej.

 

22:58, porzeczkowa-ja
Link Komentarze (3) »
Heniutek

Nie wiecie przypadkiem, czym się żywią pająki? To znaczy wiem, że muchami i innymi takimi ale co je pająk, który nie ma możliwości złapania muchy? Od jakiegoś czasu w moim pracowym pokoju mieszka sobie taki jeden, wielonożny. Spędzamy ze sobą osiem godzin dziennie. On się pojawia co jakiś czas w różnych miejscach. Czasem włazi mi nawet na biurko. Pracuję sama, więc jego obecność o dziwo, wcale nie jest niemiła. Nazwałam go Heniutek i zdarza mi się do niego mówić. Na przykład wczoraj. Przyszła do mnie bardzo upierdliwa klientka i zdenerwowała mnie okropnie. Po jej wyjściu Heniutek wylazł na ścianę naprzeciwko mojego biurka i cierpliwie wysłuchał co miałam do powiedzenia na temat tej strasznej baby. Wprawdzie nie wsparł mnie słowem, ale siedział na tej ścianie i wyglądał na zainteresowanego. Dziś przywitał mnie z drzwi od łazienki, pohuśtał się chwilę na swojej pajączynie i poszedł swoją drogą. No i tak sobie myślę, czym też się Heniutek żywi? Nie to, że chciałabym go dokarmiać, ale ja nie widzę, żeby on na coś polował. Sobie po prostu jest.

A kiedy już zacznę rozmawiać z istotami, których nikt poza mną nie widzi, będzie to znaczyło, że ta praca nie jest dla mnie. I że trzeba mnie łagodnie wyprowadzić i pokazać, że poza biurkiem i komputerem są na świecie jeszcze łąki, lasy i wiosna.

11:20, porzeczkowa-ja
Link Komentarze (4) »
piątek, 10 kwietnia 2009
Chciałabym wszystkim odwiedzającym mój blog złożyć najserdeczniejsze życzenia zdrowych, spokojnych Świąt Wielkanocnych spędzonych w gronie najbliższych Wam osób.
20:37, porzeczkowa-ja
Link Komentarze (1) »
czwartek, 09 kwietnia 2009
Książkowo

Miałam napisać coś o "Chłopakach Anansiego". Książkę przeczytałam już dawno, czekałam aż mi okrzepnie w głowie. To było tak: najpierw podchodziłam do niej jak do wielkiego kawałka czekoladowego tortu (a ja tort uwielbiam, zwłaszcza czekoladowy). Pierwszy kęs i... hmmm... czekolada coś nie w moim guście. Zawiało mi Hornbym i z niedowierzaniem spoglądałam na okładkę - Gaiman to, czy nie Gaiman? Gruby Charlie Nancy wydaje się wyjątkowo nudnym facetem. I pewnie tak by zostało, gdyby nie śmierć ojca który okazuje się znanym w innym świecie bogiem i pojawienie się nigdy nie widzianego brata. Tutaj już wsiadamy na karuzelę, która kręci się coraz szybciej. Przeskakujemy ze świata do świata. Jeden nasz, zwyczajny, drugi nierzeczywisty, pełen nisamowitych postaci. Wszystko to się przenika, wiruje, goni. Już nikt nie ma wątpliwości, że urodziło się w głowie Gaimana. Niby proste - nieudacznik zmienia się w bohatera, ale jak napisane!

Panie Gaiman, czapki z głów!

W międzyczasie udało mi się przeczytać "Zakon Krańca Świata" Kossakowskiej - bardzo szybko mi się przeczytało i z tego wszystkiego niewiele pamiętam. Przyjemne książki, choć nie zostają w pamięci. Z serii przeczytaj - odłóż - zapomnij, ale takie też lubię. 

Chciałam też przeczytać coś Agathy Christie. Wiele razy słyszałam porównania do naszej nieocenionej, uwielbianej przeze mnie Joanny Chmielewskiej. No i niech się pani Christie schowa. Na pewno nie sięgnę po nic więcej. Przeczytałam, przekonałam się, wiem, że to nie dla mnie. Innym może sie podobać, ja podziękuję.

Teraz zaczynam "Szkarłatny płatek i biały" Michel Faber. Zobaczymy, zobaczymy...

 

20:23, porzeczkowa-ja
Link Dodaj komentarz »
środa, 08 kwietnia 2009
A ja mam śliczną karteczkę sialalalala!!!

Wiem, że już strasznie późno, ale muszę się pochwalić. Na forum urządziłyśmy sobie wymianę wielkanocną i dziś dostałam paczuszkę. Piękna karteczka, kurczaczek, słodkości - sama radość! Uwielbiam te nasze wymiany bo to często jedyna okazja, żeby zobaczyć prace forumek na żywo. Żadne zdjęcie tego nie zastąpi.

A to mój prezencik

i karteczka w zbiliżeniu

Ewa, bardzo Ci dziękuję. Sprawiłaś mi wiele radości! Karteczka stoi na honorowym miejscu i co chwilkę na nią spoglądam.

Martwię się troszkę, bo mój prezencik jeszcze nie dotarł do adresatki. Mam nadzieję, że zajączek nie pokicał gdzieś w niezbadane rejony. Wprawdzie jest wiosna ale szczypta rozsądku nawet zajączkowi nie zaszkodzi.

 

Wczoraj dostałam przesyłkę z pasmanterii Andrzej. Musze powiedzieć, że nie sądziłam, ze dotrze tak szybciutko. Wychodząc do pracy spotkałam pana paczkowego  i oto co mi przyniósł

Trenuję silną wolę i włóczka powędrowała do szafki. Musze najpierw skończyć zaczętę robótki. Nie ugnę się! No chyba, że się ugnę?

23:15, porzeczkowa-ja
Link Komentarze (3) »
wtorek, 07 kwietnia 2009
misz masz, czyli wszystkiego po trochu

Święta za pasem a ja jestem całkiem w proszku. Całe szczęście, że jedziemy do siebie a tam jest już pięknie posprzątane, wystarczy tylko dodać troszkę dekoracji. Zetnę kilka gałązek z mojej pokręconej wierzby, powieszę na niej wydmuszki i będzie ślicznie. Zapowiadają się cieplutkie święta, będzie można pospacerować a nie tylko przenosić się od stołu do stołu. W zeszłym roku było tak zimno, że nawet nie byliśmy na porządnym spacerze. Zwykle drugiego dnia idziemy z sąsiadami na obchód łąk. Z jednej strony mamy las i strumyk, z drugiej trawę. W strumyku żaby zajmują się bardzo ciekawymi żabimi sprawami. Pamiętam, jak pewnego roku mały Michał z oczami jak spodki tłumaczył nam, że "w stjumyku wszystkie zaby mają duzo nóg" Faktycznie - miały! :) Tęskno mi za takim łażeniem. Za zapachem ziemi, lasu, powietrzem co aż zatyka świeżością. Wprawdzie w sobotę mogłam się nacieszyć ogrodem ale ja chcę na dłużej.

Jeśli chodzi o sobotę to całkiem mi sie posypały plany. Chciałam jechać na wystawę do Blue City. Tak się na nią szykowałam... Nawet nie o tę wystawę mi chodziło, ale o spotkanie z dziewczynami z forum. Jesteśmy razem już ładny kawałek czasu i to była doskonała okazja, żeby się poznać na żywo. Rano wstałam, spakowałam swoje konie, usiadłam z kawą i dostałam telefon. Nie rozumiem jak można zawracać komuś głowę w sobotę. Choćby się miało ważną sprawę to nie ściąga się ludzi w taki dzień, żeby się wyżalić i popłakać służbowo. Okazało się, że sprawa nie była aż tak pilna, żeby nie można się nią było zająć w poniedziałek. Rozwaliło mi to wszystkie plany, ale kogo to obchodzi... Musiałam się obejść smakiem i do tej pory jest mi przykro, że nie pojechałam.

Po tym jak załatwiłam tę nie cierpiącą zwłoki sprawę pojechałam na naszą wieś. Zrobiliśmy z mężem troszkę przeprowadzek w ogrodzie. Kiedy sadziliśmy drzewka i krzewy to wszystko były maleństwa.  Działka wielka, krzaczki małe, sadziliśmy wszystko zbyt gęsto. Po kilku latach okazuje się, że wiele roślin trzeba przenieść na nowe miejsca bo "wchodzą sobie na plecy".

Z tyłu jednego z klombów wsadziliśmy pieris. Przez pięć lat nie urósł prawie wcale, za to urosły sąsiadujące z nim krzewy. Wyciągnęliśmy biedaka i wsadziliśmy w miejsce, gdzie projektujemy nowy klomb. Może tam w końcu zacznie być dostrzegany i chwalony bo to naprawdę fajny krzaczek.

Wzięliśmy się też za wielki dereń który rósł za złotą tują. Zaczęły sobie przeszkadzać. Tuja pochyliła się do przodu bo ten czerwony łobuziak wyraźnie ją popychał. Wypuścił tyle nowych gałęzi, że biedna nie miała jak rosnąć. I tu ukłon w stronę mojego męża. Ile ten facet ma siły! Podkopał ten dereń a potem go po prostu wyciągnął z ziemi! Naprawdę, jestem pełna podziwu. W takich chwilach doceniam, że mam takiego mężczyznę pod ręką. Sama bym sobie na pewno nie poradziła. Nie zrobiłam żadnego zdjęcia ale przy następnej okazji pokażę, jaki ten krzak jest wielki. Daleko go nie przeprowadzaliśmy, znalazł miejsce tuż obok, ale teraz i tuja i on mogą sobie spokojnie rosnąć.

Przenieśliśmy też wiciokrzew który rósł przy narożniku domu. Jakoś przestał mi się podobać. Okazało się, że to taka odmiana, która kwitnie niedostrzegalnie za to przyrasta w tempie niesamowitym. Wymyśliłam sobie w tym miejscu powojnik i wiciokrzew powędrował za szopkę na drewno. Tam sobie może wypuszczać miliony pędów - na zdrowie.

Potem zabrałam się z funkie. Wyrosła mi piękna kępa na rabacie, aż się prosiła, żeby ją podzielić. Akurat stwierdziłam, że pod oknami od strony północnej dam sobie spokój z sianiem kwiatów a funkie lubią cień więc wybór był prosty. Wykopalismy połowę okazałej kępy, podzielilismy ja na pół i przenieśliśmy na z góry upatrzone pozycje :)

To jeszcze nie koniec moich przeprowadzek, ale tylko na tyle wystarczyło nam czasu. Reszta po świętach! Czekają na pikowanie pomidory, dymka już kupiona. Oj roboty jest aż nadto! Ale ja akurat tę robotę kocham. Będzie mniej czasu na krzyżyki, druty i szydełko niestety..

Chciałam się dziś pochwalić przesyłką z pasmanterii Andrzej, ale niestety, znów zapomniałam naładować baterie w aparacie. Trudno, zdjęcie będzie następnym razem.  Nie pochwale się też nową serwetką, ale to akurat może lepiej, bo zostało mi jeszcze trzy okrążenia więc może uda mi się ją dokończyć.

Coraz bardziej mnie ciągnie do szydełka i drutów. Pobrałam z Podaja kilka książek o tematyce robótkowej. Mam nadzieję, że dotrą w tym tygodniu. Jak już skończe pozaczynane prace biorę się za wymarzony sweterek z Małej Diany. Mam nadzieję, że jest na tyle prosty, że uda mi się go zrobić. Biegam też po blogach robótkowych. Dziewczyny robią takie cuda na szydełku i drutach, że po prostu nie mogę sie napatrzyć. Brakuje mi kogoś, kto mógłby mi pokazać trudniejsze rzeczy na żywo. Nieoceniona jest taka pomoc. Szkoda, że nikogo takiego nie znam. Muszę polegać na sobie i na tym, co mądrzy ludzie pokazują w internecie. Do odważnych świat należy, uparta jestem, może mi to pomoże?

20:35, porzeczkowa-ja
Link Dodaj komentarz »
środa, 01 kwietnia 2009
Konie - odsłona II

Wiosna chyba w końcu przyszła. Dziś było cieplutko i nawet humor mi sie poprawił. Ostatnio z nim nie jest najlepiej, ale słońce, które zagląda rano do okien wyraźnie dobrze mi robi.

Znów zrobiłam okropny bałagan na stole. Nie wiem czemu kiedy tylko zabieram się za konie nagle przede mną piętrzą się stosy mulinek, nożyczek, obciętych nitek, nawet pęseta sobie znalazła miejsce i pewnie szybko nie powędruje do pudełka. Muszę z pokorą przyznać, że jestem okropnie niezorganizowaną osobą. Nie potrafię schować muliny, którą akurat nie haftuję, tylko wszystko muszę mieć przed sobą. Pojęcia nie mam, jak ja się w tym odnajduję, bo dla postronnej osoby wygląda to jak kupa torebeczek foliowych bez ładu i składu. 

Konie w tej chwili wyglądają tak:

Pojawił się drugi i nieskromnie powiem, że bardzo mi się podoba. Jeszcze bez backstichy, bez metalizowanej mulinki, bez rozwianych grzyw a już nie mogę się napatrzyć. Najbardziej męczy mnie haftowanie tego zielonego paskudztwa nad końmi i wody pod kopytami. Męczące są zmiany kolorów i ilości nitek. Rozpiętość od 2 do 6 pasemek. Muszę uważać też na to, czy mam haftować krzyżyki, czy półkrzyżyki. No, ale nikt przeciez nie mówił, że będzie łatwo. Juz sobie je wyobrażam w oprawie. Tylko kiedy to będzie...

Właśnie, pojęcia nie mam kiedy, bo dziś sobie zamówiłam włóczkę na bluzkę, którą wypatrzyłam w Małej Dianie. Strasznie się na nią napaliłam ale pojęcia nie mam, czy dam sobie radę. Pierwsze schody to była właśnie włóczka. Według gazetki powinna być "Jeans" Online (60% bawełny, 40% akrylu, dł. 130m/50g)  ale nigdzie takiej nie znalazłam. W końcu wymyśliłam, że poszukam czegoś z podobnym składem i zamówiłam to:

zdjęcie ze strony Pasmanterii Andrzej

To jest Lorena 118. W składzie ma  60% bawełny i 40% akrylu, czyli identycznie jak ta właściwa. Różnią się tylko tym, że ta ma 50g/150m. Nie wiem czy będzie dobra.. Będzie? Może przypadkim zajrzy tu ktoś, kto się na tym zna i pokusi sie o napisanie, co o tym myśli. Będę bardzo wdzięczna.

No i jeszcze mam przecież tygryska i pewien mały projekcik. Chyba za dużo sobie tego nazbierałam. Kupię chętnie troszkę wolnego czasu, ktoś może ma na zbyciu?

21:24, porzeczkowa-ja
Link Komentarze (2) »
Dodatki na bloga
Dodatki na bloga
Dodatki na bloga