RSS
środa, 16 grudnia 2009
do roboty!
Lenistwo mnie opanowało! I to teraz! Czytam u Was, ze świąteczne porządki już w zasadzie mają się ku końcowi, domy przystrojone, prezenty kupione a ja? Ja jestem w całkowitym proszku. Nie zrobiłam dosłownie nic. Nie wiem, co ja wyprawiam. Fakt, że święta spędzę na mojej wsi, tam już w zasadzie jest posprzątane, ale to tylko dwa dni a potem? Weź Ty się do roboty kobieto, bo będziesz siedziała w tym bałaganie i Nowy Rok Cię w nim zastanie. Tylko kiedy?

Jutro mam służbowe spotkanie bożonarodzeniowe. Wieczorem, w jakiejś knajpie. Tak mi się chce jechać do Warszawy, że lepiej nie mówić. Strata czasu. Nie mam się w co ubrać, nie mam ochoty na ten coroczny spęd ale... obecność obowiązkowa. Trzeba się będzie stawić i nie ma co marudzić. Ja jestem zwierzę domowe, mnie się nie chce integrować. Lubię czasem gdzieś wyjść, ale raczej z przyjaciółmi. Trudno, trzeba odbębnić, żeby nie wyjść na aliena.

A jutro rano odbieramy nowe zasłony do salonu. I firany też. Może komuś się wydać głupie, że tak się cieszę, ale to zielone paskudztwo, które wisi już od sześciu lat, w końcu zniknie z pola widzenia. Zakupy ubranek na okna do salonu to niemały koszt. Mamy w nim niby tylko cztery okna. Tylko, że te cztery to pojęcie względne. Jedne potrójne drzwi balkonowe, następne podwójne i dwa okna normalnych rozmiarów. Doliczając do tego część ściany, wychodzi nam 10 zasłon - 25 metrów materiału. Nie mogę się doczekać. Oczywiście nie obyło się bez małej wojenki z Mamą. Mamy nieco odmienne zdanie na każdy temat, a już na temat firan różni się ono całkowicie. Ja lubię gładkie, mogą być kremowe, mogą mieć ewentualnie małe coś na dole. Mama woli te we wzorki. Szczęście całe, że nie w wielkie kwiaty z falbanką na górze. No i oczywiście przy zakupie troszkę powalczyłyśmy. Uległam, ponieważ to ona tam mieszka, niech ma, jak lubi. Szkoda tylko, że w dalszym ciągu nie będę miała takich okien, jak sobie to wymarzyłam. Ale okropne zasłony znikną i to jest  sukces.
W sobotę powiesimy. Mam nadzieję, że nie wybrałyśmy źle.

Dziś w skrzynce znalazłam przesyłkę z DMC.  W środku życzenia i książeczka z maleńkimi wzorkami. Niby takie nic, a cieszy.

Zmykam odsypiać wczorajszą noc.

Buziaki :)
00:27, porzeczkowa-ja
Link Komentarze (1) »
piątek, 11 grudnia 2009
prezenty, prezenty!
Wszyscy ostatnio pokazują prezenty z różnych wymian mikołajkowych. Nie będę gorsza i też się pochwalę. Moja forumowa Mikołaja, Mikołajka, Mikołajkowa? to Kasiarzynap, a poniżej to, co wyciągałam z koperty z wypiekami na policzkach.


Jestem całkiem jak dziecko. Nie poczekałam nawet pięciu minut. Musiałam już, natychmiast i w tej chwili sprawdzić, co tam tak pięknie piernikowo pachnie. Pachniały herbatki, ale jak! Mówię Wam - taki zapach musiał być w chatce z piernika. Tylko Baby Jagi w komplecie nie ma, no chyba, że ja?

Prezentu, który ja wysłałam nie uwieczniłam, poza małym obrazkiem Mikołaja oczywiście. Mam nadzieję, że adresatce się choć trochę spodobał.



Buziaki :)
06:16, porzeczkowa-ja
Link Komentarze (4) »
środa, 09 grudnia 2009
kolejna kartka
Czas chyba pokazać postępy w ogrodowej Damie. Nie spieszę się. Nawet, gdybym chciała, to czasu ciągle brak. Haftowanie to dla mnie ostatnio takie małe święto. Kawa, niteczki, lampka nad robótką. Chwile tylko dla mnie. Tak ich mało teraz... Są dni, kiedy nie udaje mi się wykroić ani godzinki. Często jestem zbyt zmęczona. Dlatego moja Dama powstaje powoli, ale z wielką przyjemnością. Ze wszystkimi swoimi haftami mam jakieś wspomnienia. Magnolia, chociaż bardzo mi się podoba, kojarzy mi się ze złym czasem w moim życiu. To poprzednia praca, każdy kolejny dzień gorszy od poprzedniego. Wolałabym nie pamiętać...Konie z HP to spokojny, leniwy czas, kiedy mieszkałam na wsi. Mnóstwo kolorów, brak większych zmartwień, entuzjazm.  Peonia... wtedy zamieszkaliśmy tutaj. Radość z podjętej decyzji, pachnące, nowe meble, pierwsi goście. O każdym obrazku mogłabym tak opowiadać. Każdy z nich to jakiś czas w moim życiu. Wspomnienia. Każdy rósł niespiesznie. Stworzyłam pamiętnik tylko dla siebie. Zamiast liter stawiam krzyżyki. Dama będzie następną kartką.


Buziaki :)
20:18, porzeczkowa-ja
Link Komentarze (4) »
wtorek, 01 grudnia 2009
przed świtem
Jest szósta a ja mam przed sobą jeszcze dwie godziny pracy. Po tym, jak zdam dyżur, pokręcę się trochę po domu, pewnie o dziewiątej położę się spać i wstanę gdzieś po drugiej. Resztę dnia spędzę jako zombie. Widzę, jak powoli zapalają się światła w oknach, ludzie pewnie szykują się do pracy. Piją kawę, przecierają zaspane oczy, golą się, myją, nakładają makijaż... Ja czekam... Za godzinę obudzę syna, on też się pewnie w tej chwili przekręca na drugi bok, śniąc swoje marzenia. Mąż chrapie, nie dopadły go jeszcze troski dnia powszedniego. Pies też jeszcze nie chce spaceru, goni we śnie jakiegoś kota. A ja? Ja poprzestawiana całkowicie nie wiem, czy dzień, czy noc. Zasypiam, kiedy się rozwidnia, budzę, kiedy jest już zmierzch. Z przerażeniem patrzę, jak życie przecieka mi przez palce.
Za oknem sznur samochodów wiezie ludzi do pracy. Ciemno jeszcze, a oni już się spieszą do swoich fabryk, urzędów, sklepów. Wielkie ciężarówki zapakowane po brzegi chcą zdążyć przed porannymi korkami. Naprzeciwko moich okien jest przystanek. Grupka zaspanych ludzi już czeka na to, żeby w porannym ścisku dospać jeszcze te czterdzieści minut, bo tyle trwa dojazd do Warszawy. Za chwilę tylko zaparowane okna w autobusie będą świadczyć o tym, że jadą. Może ktoś rękawicą przetrze sobie kawałek szyby, ale i tak nic nie zobaczy, ciemno..., jeszcze noc nie poszła spać. A ja razem z nią.
O szóstej rano ciepłe łóżko to szczyt moich marzeń.
06:28, porzeczkowa-ja
Link Komentarze (2) »
Dodatki na bloga
Dodatki na bloga
Dodatki na bloga