RSS
poniedziałek, 15 lutego 2010
dama, storczyk i wciąż zima
Zmęczona ostatnio byłam okrutnie. Dały mi się we znaki nocne dyżury. Dwa czy ostatecznie trzy to jeszcze jestem w stanie wytrzymać, ale pięć po kolei to już zdecydowanie za dużo. Na szczęście w zamian udało mi się wykroić kilka dni wolnych. Pojechałam na moją wieś i większość z tych dni po prostu... przespałam. Sama nie wiedziałam, że ja potrafię tyle spać. Ale tak prawdę mówiąc na wsi nic się nie dzieje. Nudno, biało, śnieg po kolana, nawet spacery są męczące. No, chyba żebym miała rakiety śnieżne. Nawet psy nie mają gdzie biegać bo zapadają się w śniegu po uszy. Dobre chociaż to, że mogłam sobie troszkę pohaftować. Dzięki temu w końcu udało mi się dociągnąć tę lewą stronę Damy. Teraz będzie trochę odmiany, zacznę włosy, twarz... Nareszcie!
Na dzień dzisiejszy prezentuje się tak

i zbliżenie kawałeczka


Musze sobie zrobić kratkę, bo wcześniej tak się spieszyłam z zaczęciem tego haftu, że pokratkowałam sobie tylko połowę. Bez tego ani rusz. Podziwiam dziewczyny, które potrafią bez krateczki. Ja przy tej ilości kolorów i nitek na pewno już milion razy bym się pomyliła i w efekcie rzuciła to wszystko w kąt.

A wczoraj były Walentynki przecież. Nawet mój jedyny osobisty małżonek nie zapomniał i dostałam o to:


Przez długi czas opierałam się modzie na storczyki, ale moja bratowa kupiła mi jeden na imieniny i wsiąkłam. Teraz chciałabym więcej i więcej, ale najpierw muszę się przekonać, czy te, które mam mi nie zdechną. Przeszukałam już wszystkie znane mi fora ogrodnicze w poszukiwaniu wiadomości na temat storczyków i uczę się, głównie podlewania :)

To jeszcze pokażę wam, jak nam się wczoraj wracało do domu. Nie wiadomo, gdzie droga, gdzie pole...


Buziaki :)

13:03, porzeczkowa-ja
Link Komentarze (6) »
niedziela, 07 lutego 2010
wychylamy nos
Czy to przez zimę, czy przez ciągły nawał obowiązków mój czas nabrał dziwnych właściwości. Wydawało mi się, że niedawno popełniłam ostatnią notkę a tu proszę - jestem w błędzie.

Robótkowo cały czas to samo, nie pokaże postępów, bo obiecałam sobie, że zrobię to dopiero, jak skończę lewy bok. Już niedługo, pewnie ze dwa tygodnie :)

Może z tym czasem to dlatego, że zaczęliśmy w końcu wychylać nos z domu?

W zeszłą niedzielę byliśmy w kinie. Nie uwierzycie, ale ja z moim jedynym i ukochanym małżonkiem jeszcze nigdy nie byłam w tym przybytku kultury masowej. Chodziłam sama, ze znajomymi albo z dziecięciem moim, ale z mężem nie. Nawet jak jeszcze mężem nie był. Ki diabeł mówię. Po 17 latach to mi się należy kino z własną drugą połówką, nieważne, czy mi będzie stawał okoniem, czy nie. Podstępnie umówiłam się z moim licznym kuzynostwem, postawiłam chłopa przed faktem dokonanym w chwili, kiedy bilety były już zarezerwowane i wyjścia nie było. Oj jak marudził, jak zrzędził, jak mu było źle bardzo. Nie odpuściłam. Nie chciał po dobroci, to trzeba było na siłę. No i poszliśmy. Na Parnassusa do Złotych Tarasów. Miałam nadzieję na trochę innego rodzaju film, ale widowisko było przednie. Trochę mi je mąciła świadomość, że co jak co, ale mój niedźwiedź kanapowy za takim kinem nie przepada. Zerkałam co chwila kątem oka, żeby zobaczyć, czy śpi już czy nie. Oczekiwałam, że gromy się posypią jak tylko stamtąd wyjdziemy. I co? I podobało się! I nie tylko film, samo wyjście się podobało i kino ogólnie. Wczoraj patrzę, a mąż mój sobie zagląda w repertuar kin. Nie wierzę! Odczarowałam sobie własnego mężczyznę! To teraz trzeba iść na jakąś strzelankę, żeby się nie zniechęcił :) A Parnassusa polecam, choćby dlatego, ze ja sama nie wiem, co na temat tego filmu powiedzieć. "Dziwny" to najlepsze określenie. Kolorowy, bajkowy, momentami nudny trzeba przyznać, ale to nie jest zły film. Zdecydowanie nie.

Wracając do naszego wychylania nosa. Wczoraj byliśmy na kolejnych maluszkowych urodzinach. Zapomniałam już, jakie słodkie są roczne dzieci. Milusie, roześmiane, ciekawe wszystkiego. I pachną tak... no.. wiecie o co mi chodzi.
Kila wpisów wcześniej pytałam o prezent. Udało mi się trafić na miłe Panie w sklepie z zabawkami. Kupiłam coś, co małej przypadło du gustu. To taka kolorowa kostka, która na każdym boku ma inne ciekawostki. Tu się coś kręci, tam otwiera, tam znów przekłada, a gdzie indziej można sobie nacisnąć i cichutko gra. Ciekawe, jak taki maleńki człowieczek potrafi się interesować zastosowaniem każdego kółeczka, każdego przycisku. Fascynujące.
Rozpływam się:)

Obiecałam Mamie malutkiej dziewczynki że wyhaftuję pamiątkę. Szukam ładnego, kolorowego, wyraźnego wzoru. Podpowiecie?

Buziaki :)
07:19, porzeczkowa-ja
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 02 lutego 2010
wyróżnienia!:)
Ależ ja dostałam wyróżnień ohohooo aż się w głowie kręci. I to wszystko od Nerulki kochanej. Tak mi z tym miło, że siadam od razu po nocnym dyżurze, żeby podziękować i uściskać mooocno. Nerulko, sprawiłaś mi niespodziankę jak stąd do Krakowa :)

o proszę:


Wypadałoby się nimi podzielić, co niniejszym czynię.

wyróżniam:
Realę z bloga Po mrucku - za wspaniałe prace, za ciepło, za wielkie serce ( wyróżnienie obejmuje również Alę - córcię Realki, która również ślicznie haftuje)

Oleńkę, z bloga Robótkowa kraina Oli - za kreatywność, wiele nowości i pieczołowitość w tworzeniu bloga

Mamuśkę oczywiście też wyróżniam, chociaż pewnie ma już sto pięćdziesiąt podobnych wyróżnień, ale ja też muszę koniecznie - blog Igłą i pędzelkiem za kreatywność, za zapał w robieniu coraz to nowymi technikami, za to, że u niej nie sposób się nudzić, za język jedyny w swoim rodzaju, za całokształt

Niech nikt kogo tu nie wymieniłam nie czuje się pominięty, kocham Was wszystkie, odwiedzam kiedy mi czas na to pozwala, bez Was już nie umiem... Jesteście wspaniałe...

Buziaki :)
09:14, porzeczkowa-ja
Link Komentarze (3) »
Dodatki na bloga
Dodatki na bloga
Dodatki na bloga