RSS
wtorek, 26 stycznia 2010
Niedzielny spacerek
Że zimno, to wszyscy wiemy, nie znam osoby, która by nie narzekała. Nie jestem wyjątkiem ale... w niedzielę, w ten trzaskający mróz wymyśliłam spacer do lasu. Ja wymyśliłam! Nikt mnie nie namawiał o! Faaajnie było, zimno, śnieg skrzypiał głośno pod stopami. Nasza Tina zimująca pod kaloryferem dostała kociego rozumu. Skoki w najgłębszy śnieg, bieganie za własnym ogonem, wygibasy jakieś, i to wszystko na czterech łapach. Dlaczego dziwne, że na czterech? Bo odnoszę wrażenie, że gdyby ten mróz potrwał dłużej, to suka nauczyłaby się fruwać. Kiedy wychodzimy nie wie ile nóg ma podnieść do góry. Jedną czy może trzy na raz? Najlepiej byłoby cztery, ale dziwnie się nie daje :)
Zmarzliśmy, nosy nam poczerwieniały ale lepsze to, niż przesiedzenie całego dnia w domu.

Oto jak można zrobić zdjęcie naszemu psu... no ciężko było, ja jakoś się załapałam, ona niby też ale...



Udało się ją złapać, gdy pilnowała patyka



Buziaki :)
21:17, porzeczkowa-ja
Link Komentarze (3) »
piątek, 22 stycznia 2010
Marznę... Ratunku, prezent dla malucha...
Zmarzlaki takie jak ja powinny na zimę wyjeżdżać do ciepłych krajów. Siedzę i marznę. Mam zimny nos, zimne ręce, zimne stopy. Żeby nie było, centralne nie wysiadło. Kaloryfery gorące. Mój organizm poddał się autosugestii. Skoro w telewizji mówią, że mróz syberyjski to marzniemy, nie inaczej. Mąż siedzi w t-shircie z krótkim rękawem a ja w rajstopach, spodniach od dresu, podkoszulce, bawełnianej bluzce i polarze. Może by tak mitenki?
Kiedy jedziemy na naszą wieś mój Tata natychmiast podnosi temperaturę pieca CO. Nie pyta. Córcia przyjeżdża - temperatura 5 stopni do góry. Oboje z Michałem pijemy hektolitry herbaty.
Zima zimą, ale dziś poszłam do Tesco a tam... Cały stojak z nasionkami, cebulkami mieczyków, dalie, lilie, zawrót głowy normalnie. Oczom nie wierzyłam. Znaczy - wiosna jednak będzie? Oby, bo ja na tę zimę już się nie zgadzam, już wystarczy, pięknie było, mroźno, biało, lodowo, ale może już dość.

Rozsypał mi się za to worek z rodzinnymi imprezami. Ja nie wiem, czy wszyscy muszą mieć urodziny, imieniny i co tam jeszcze właśnie teraz?
Zaczęliśmy my, od Miśkowych urodzin. Trudno uwierzyć, ale mój syneczek malutki ma już 16 lat! Kiedy to minęło? Bo ja nie zauważyłam. Dopiero biegało takie malutkie rozkoszne dzieciątko a dziś kupiliśmy buty w rozmiarze 44...
Miśka nie wrzucę bo pewnie by się obraził na amen, ale tort chyba mogę?

Szkoda, że zdjęcie z kuchni, no ale cóż...

Po urodzinach były moje imieniny. W końcu doczekałam się na storczyka. Wszyscy mieli, tylko ja nie. To teraz mam, ale nie mam fotki, pochwalę się następnym razem.

No a teraz mamy urodziny dwojga maluchów. Syn mojej ciotecznej siostry skończył 3 latka, córcia brata w przyszłą sobotę kończy roczek. Mam problem i to spory... co kupuje się takim maluchom? Zapomniałam już. Nie wiem, czym się takie dzieci bawią. Taka roczna dziewczynka na przykład? Córci nigdy nie miałam... Pomóżcie bo nie chce kupować czegoś, co się dla dziecka nie nadaje. Pamiętam jeszcze prezenty, jakie dostawał mój syn od pewnej cioci... na przykład puzzle z 200 elementów w wieku 3 lat czy samochodzik bez baterii. Nie chodzi mi o coś drogiego, raczej drobiazg, ale trafiony... Rodzice oczywiście nie pomagają - najważniejsze, żebyście przyszli. ehhh

Idę pomarznąć na fotelu. Może uda mi się troszkę pohaftować?

Buziaki :)
21:45, porzeczkowa-ja
Link Komentarze (2) »
czwartek, 14 stycznia 2010
bez tytułu - pomysłów na tytuł brak
Tak sobie myślę, że chociaż śpię to jednak coś tam dłubię i czas by było pokazać, ile mi się udało wydziubać. Niewiele niestety, ale zawsze coś tam przybyło. Przyznam się, że brak mi ostatnio motywacji, jakoś tak haftuję bez przekonania. Może jak tu wkleję, to się zawstydzę mizernością moich dokonań? Chciałabym już zacząć wyszywać Damę, kwiatków mam dość. Już niewiele zostało tej lewej strony, oby do przodu.



Pozwijane to mam w rulonik, pospinane agrafkami bo nijak nie mogę utrzymać kanwy w rękach a kombajn nadal złożony. Teraz chyba byłaby różnica w ściegu, gdybym nagle naciągnęła materiał więc musze się męczyć. Obiecałam sobie, że to ostatni raz, kiedy haftuję coś tak dużego w dłoniach.

Dziś odebrałam przesyłkę z Merlina. Wyczytałam ostatnio na ich stronie, że można odebrać przesyłkę w wybranych kioskach Ruchu i wychodzi to nieco taniej, niż zwykła paczka czy kurier. Zawsze mnie zniechęcają koszty przesyłek. W zasadzie przestałam kupować cokolwiek na Allegro, bo tam sprzedawcy całkiem oszaleli. Zarabiają na tym ile mogą. Sam przedmiot jest tańszy niż w sklepie, za to przesyłka powoduje, że okazuje się być droższy i to czasem znacznie.. Zgroza! Wysyłam duże ilości książek, ponieważ często wymieniam się nimi na Podaju, znam ceny na poczcie. Nikt mi nie powie, że koperta bąbelkowa kosztuje 8zł.
Wracając do Merlina, policzyłam sobie, ile ja na tym stracę, jak sobie zrobię zamówienie. I... zaoszczędziłam na zakupie trzech książek całe 11zł i dwa gorsze na dodatek! :)
Aż się pochwalę moimi zakupami, bo rzadko zdarza mi się podchodzić do tego tematu tak racjonalnie. Książki zwykle kupuję ilekroć tylko wejdę do księgarni. Jestem nałogowcem.

Prawda że totalny miszmasz?


Buziaki :)
14:31, porzeczkowa-ja
Link Komentarze (1) »
niedziela, 10 stycznia 2010
Śpię...
Nie ma mnie... Prawie nie ma.... Zakopałam się jak niedźwiedź w gawrze i czasem tylko otwieram jedno oko sprawdzając, czy już czas się budzić. Nie czas. Czas pracy, czas sprzątania, prania, gotowania. Czas robienia śniadań, obiadów, kolacji. Ale nie przebudzenia. Odżyję wiosną, wyjdę spod śniegu, rozwinę skrzydła, rozdrapię paznokciami kokon zobojętnienia. Wiosną. Na razie mnie nie ma...

Wyglądam jak moja Tina, wrócę, obiecuję...



I wszystkiego dobrego w Nowym Roku, niech nam wszystkim przyniesie wiele spokoju i radości.

Buziaki :)
22:28, porzeczkowa-ja
Link Komentarze (1) »
Dodatki na bloga
Dodatki na bloga
Dodatki na bloga